Śladem krokusów

with 2 komentarze

Jest taki okres, w którym tłumy turystów zakochane w szafranowych dywanach, utkanych z delikatnych listków krokusów jadą pod Giewont, pstryknąć sobie typowe dla turysty zdjęcie.
Pamiętam, jak dwa lata temu postanowiłam się przejechać od Chochołowa do Zakopanego i przypadkiem, zupełnie nie wiem jak wylądowałam na Gubałówce, pierwszy raz od chyba osiemnastu (!) lat. W sumie to nie ma się co dziwić turystom, wszelakiej maści fotografom, bo okres kwitnienia krokusów jest naprawdę urzekający. Tylko trochę trudno się w niego wstrzelić, bo jest on (czas kwitnięcia krokusów) ruchomy, podobnie jak święta Wielkanocne. Zależy od temperatur, które jak wiemy w tym roku niemal całą zimę były dodatnie, a marzec był dość chłodny. W zeszłym roku nie wiem jakim sposobem przegapiłam ten uroczy czas, w tym roku zaś przygotowałam się do niego pieczołowicie :)

Trasę zaplanowałam sobie dość trudną, jak na nie rozjechane nogi, ale nie narzuciłam sobie tempa, więc wszystko było do objechania. Kierunek trasy, który dokładnie taki sam sobie obmyśliłam podpowiedział mój znajomy Andrzej , któremu zabawę w fotografię udaje się znacznie lepiej niż mnie. Trasa ta wiedzie przez następujące miejscowości: Dzianisz, Słodyczki, Gubałówka, Ząb, Bustryk. Tak, zupełnie nie bez przypadku są to najwyżej położone miejscowości – oprócz wiecznie zatłoczonej Gubałówki, wszystkie z nich są ubogie w przeszkadzających w dobrym kadrowaniu turystów, obfite w widoki na panoramę Tatr, lub na Śpiącego Rycerza.

Zupełnie przez przypadek ominęłam Dzianisz, wjechałam prosto do Nowego Bystrego, skąd zamiast do Zębu udałam się na Słodyczki, gdzie napotkałam pierwsze skupiska krokusów na tle Giewontu. Lepsze widoki były nieco wyżej, ale warto się zatrzymać w każdym miejscu, bo nigdy nie wiadomo, które z nich było ostatnie do fotografowania (czy też po prostu podziwiania).

Po kilku przerwach na Słodyczkach pojechałam na Gubałówkę, gdzie nie było już (a może jeszcze?) krokusów. Samych krokusów na Gubałówce raczej nie uświadczycie. Najwięcej ich rośnie pomiędzy Zębem a Gubałówką, czyli gdzie dochodzą tylko wytrwali turyści :) Asfalt z resztą jest tam kiepskiej jakości – nie radzę się rozpędzać na szosówce bez znajomości topografii dziur (niektóre są niezmienne, część jest nowopowstała). W tym roku trafiłam na rozsypaną gnojówkę, dwa lata temu było morze krokusów. Jadąc w kierunku Furmanowej traficie na najlepszą (według mnie) panoramę Tatr, gdzie naprawdę warto pstryknąć niejedną fotkę.

Czy ta panorama nie jest piękna?
Czy ta panorama nie jest piękna?

Po wymęczeniu dojazdu do Nowego Bystrego, a później kata na nogi do Słodyczek od Gubałówki jest już zjazd w dół. Rozglądając się na boki można znaleźć polanki krokusów z widokiem na Babią Górę lub na pasmo Gorc. Ja się nie zatrzymywałam, bo trochę zmarzłam, poza tym w plecaku wiozłam już wszystko to, po co wyjechałam z domu.

Jeśli wybierasz się w góry na krokusy i chcesz ominąć tłumy w Dolinie Chochołowskiej, polecam Ci moją propozycję „Śladem krokusów„. Trasa wyglądała następująco:

Krokusy są długo wyczekiwane, ale szybko przekwitają. Myślę, że wytrzymają jeszcze tydzień, więc czasu nie zostało zbyt wiele. Jak widać po zdjęciach, chyba warto, co nie?

Baba na Rowerze