Ultra light bike backpacking – teoria

with 12 komentarzy

Kilka dni temu rzuciłam hasło ultra light bike backpacking na fan page’u. Ze zdziwieniem (tym pozytywnym) odkryłam, że nazbierało się kilka osób, które uprawiają tą formę turystyki lub chciałyby spróbować. Na tą ekstremalną formę podróżowania trafiłam rok temu przy okazji 8BAR, gdzie goście przejechali z Pragi do Berlina w miarę możliwości w linii prostej na … singlach z plecaczkami na plecach. I tak od czasu do czasu na instagramie trafiałam na różne profile o podobnej tematyce, czytałam, wgłębiałam się. Moja wiedza na ten temat jest wciąż niska, jednak  z coraz większymi wypiekami na twarzy zaczytuję się w forach i angielskojęzycznych blogach.

Jaka jest idea ultra light bike backpackingu?

Zacznę od genezy, a może tłumaczenia słów z angielskiego – ultra light znaczy nic innego jak super lekkibike – rower ;), backpacking – jest to forma wycieczek/wypraw z plecakiem, w tym wypadku z gatunku ultralight touring, czyli wyprawy z jak najmniejszym obciążeniem.

A swiss with a pulse i jego wyprawowa szosa :)

Pakując się na jakąkolwiek podróż, mamy zdolność do zabierania rzeczy na zapas, których nie ubieramy lub nie używamy, a bez których wydawało się nam, że niemożliwe jest przetrwanie, lub zepsułoby przyjemność podróży. Ultra light bike backpacking jest ascetyczną formą podróżowania. Często jedzie się w jednych spodenkach i koszulce, w torbie podsiodłowej mamy ubranie do spania/obozowania i jakieś niezbędniki (szczoteczka do zębów, klucze do roweru, śpiwór, może i namiot) plus kurtka przeciwdeszczowa na rower. Jesteśmy tylko my (w śmierdzących ubraniach), rower (dzięki braku sakiew LEKKI) i przygoda.

Wersja MTB ultralight touringu

Super ekstremalni „ultrasi” wiozą ze sobą również namiot i nie ponoszą kosztów noclegu, a wszystkie „długie” rzeczy zostają skrócone o połowę (szczoteczka do zębów, klucz, maszynka do golenia). Inni chcą mieć przyjemność z jazdy, nie objuczać się niczym osły, a zamiast spania w namiotowej trumnie (lekka i kompaktowa) wybierają noclegi w hostelach. Już tak tanio nie jest, ale tu nie zawsze chodzi o koszty. Głównie chodzi o nie taszczenie sakiew, przenoszenie granicy komfortu (higiena) ile się da. Jedzenia na zapas się nie wozi, co najwyżej tyle, ile wynosi dzienne zapotrzebowanie. Oszczędzając – kupuje się jedzenie w markecie i kilka dni je się „na zimno”.

Plecak czy torba podsiodłowa?

Jedni wybierają plecak – bo już go mają i wyklucza to konieczność kupowania toreb przeznaczonych do ultra backpackingu. Czy wybierasz plecak, czy torby – waga bagażu nie powinna przekraczać 8 kg. Jest to umowna granica, jednak potrzebna, aby nie zacząć upychać po kątach „bluzki, bo może akurat będzie zimno”. Zabiera się rzeczy o maksymalnej ilości przeznaczeń, jak np. bielizna termoaktywna, która może być zarówno piżamą, jak i „ocieplaczem”. Plecak z reguły każdy w domu ma. Mniej, lub bardziej wygodny, jednak prawie pewne, że szybciej zaczną boleć plecy. Pochylona pozycja + dodatkowy ciężar da się we znaki.

Ultra drwal na ultra wyprawie

Torby podsiodłowe, „podkierownicowe” i w mocowane w ramie są trudniej dostępne, najczęściej produkowane w manufakturach i ich ceny są wysokie. Torba mocowana za sztycę i sanki siodełka to koszt 400 – 600 zł a jej pojemność to maksymalnie 17 L. Za 400 zł można mieć plecak Deutera o pojemności 26 L. Torba podsiodłowa dobrze zaprojektowana nie powinna ocierać o uda kolarza, oraz być w miarę stabilna w różnych warunkach (zarówno szosa, jak i mtb). Prawda jest taka, że każdy wybierze to, co mu najbardziej odpowiada. Najfajniejsze jest to, że nie stoi nic na przeszkodzie wykorzystania zarówno toreb ultra i plecaka, co prezentuje na powyższym zdjęciu miły drwal.

Podsumowanie

Ta forma odpoczynku poprzez podróże staje się coraz bardziej popularna. Brak konieczności kupowania roweru wyprawowego (chociaż… zawsze można pokusić się o kupno gravela lub fatbike’a) i związanych z tym zakupów sakw, kuchenek gazowych i innych niezbędnych akcesoriów pozwoli mocno ograniczyć wydatki. Korzystanie z jednego zestawu ciuchów (zawsze można wziąć drugi, kosztem cywilnych ubrań :) ) wymaga pewnych kompromisów (przecież nie rozkażesz ciału „poć się mniej!”) i przewartościowania dotychczasowych przyzwyczajeń, pewnikiem wzmacniając psychikę. Ultra light bike packing to sposób na spędzenie miłego czasu na rowerze w ciągu weekendu, lub nawet dalekich, kilkumiesięcznych podróży.
Póki co, w głowie kiełkują mi pomysły na zwiedzenie nieznanych rejonów małopolski, ale najlepiej zacząć od czegoś blisko domu, zamiast rzucić się na głęboką wodę.

A Ty co sądzisz o tej formie podróżowania? Zachęcam do dyskusji!

Baba na Rowerze