Czego słuchać na rowerze?

82 Przeczytano

Dzięki małej rewolucji, którą ostatnio przeszły moje uszy, mam możliwość na powrót słuchania muzyki na rowerze nie ryzykując zostawienia kasku w domu. Jako, że jestem osobą niedosłyszącą, koniecznym jest, abym nosiła aparaty słuchowe. Osoby noszące aparaty słuchowe, mogą używać tylko słuchawek na pałąku, gdy chcą posłuchać muzyki. Tym samym aktywni rowerowo ludzie stoją przed problemem ubrania kasku, lub słuchania muzyki. Kilka lat temu, gdy rósł kilometraż pokonywany na rowerze, oraz świadomość, czym grozi poruszanie się po ruchliwych drogach, dojrzałam do jeżdżenia w kasku, co skutkowało odstawieniem słuchawek do kąta. Albo przyjemność, albo zdrowie. Jednak w obecnych czasach trochę technologii umieszczonej w plastikowym pudełeczku wielkości pudełka od zapałek pozwala zniwelować dylematy osób jak ja. Wymaga to głębszej kieszeni przy kupnie aparatów i pilota przesyłającego dźwięk, jednak jest to dobra inwestycja. Sama przypadkowo o takim urządzeniu dowiedziałam się przez przypadek, od innego kręcącego blogera. Od tamtej chwili, większość myśli na temat słuchu były skierowane w tym kierunku.

Temat ten, będę poruszać w tym wpisie. Czego można słuchać podczas jazdy na rowerze?

Audiobook


Z nazwą audiobook zetknął się już chyba każdy, z praktyką bywa różnie. Osobiście nie ciągnęło mnie do tej formy „czytania” książki, gdyż jeździłam na rowerze bez dawki muzyki, samochodu nie mam i nie jeżdżę w długie trasy (gdzie najlepiej się słucha audiobooka) a w domu przed komputerem najlepiej skupić mi się przy muzyce niż przy słuchowisku.
Postanowiłam ten sposób czytania książki sprawdzić na spokojnej trasie dookoła jeziora Orawskiego. I wiecie co? To jest świetna sprawa! Oczyma kontemplowałam przyrodę, w uszach zaś zamiast dźwięku wiatru, leciało mi „słuchowisko”. Zaskoczona formą przedstawienia książki, gdzie oprócz czytanego tekstu, treść bogata była w dźwięki w tle (muzyka, ćwierkające ptaszki, rozgrywana akcja) i przywiodło mi to na myśl słuchowiska, które można posłuchać w niektórych stacjach radiowych. Pierwszym słyszanym audiobookiem był „Alchemik” Paulo Coelho.
Audiobooki świetnie się sprawdzają na długich, spokojnych (czyt. w tlenie/tempie) jazdach. Nie wyobrażam sobie zaś, jechania w trupa pod Gliczarów podczas gdy dostojny głos Piotr Fronczewskiego czytałby opis przyrody ;) Nie zapamiętałabym z tych opisów zbyt wiele.

Podcast


Ciekawą alternatywą dla audiobooków są podcasty. Nie będę ściemniać, zaczęłam od podcastów Maćka z narower.com, ostatnio zaś słuchałam Karola Wernera z kołemsiętoczy.pl. Z kolarskich to jeszcze magazyn Szosa ma bogatą bibliotekę tematycznych podcastów (nie wiem jak teraz z jakością, bo te pierwsze były bardzo ciche, w warunkach domowych miałam problemy ze słyszeniem treści). W sieci można znaleźć mnóstwo podcastów o interesującej nas tematyce, które nie zajmują dużo miejsca a ich długość jest satysfakcjonująca.

Spotify / Deezer itp


Nie wiem jak to działa u Was. Do niedawna ta muzyka, którą znam na pamięć nawet o drugiej w nocy, gdy mnie ktoś wyrwie ze snu działała na mnie super motywująco. Jednak ostatnio muzyka, którą zwykłam słuchać na co dzień, okazała się być zbyt smętna i osłuchana i szybko przestała sprawiać mi radość. A już nie wspominam o aspekcie motywacyjnym. Po jednym treningu miałam ochotę usunąć całą bibliotekę z telefonu. Wybawieniem będzie muzyka o określonym tempie i ulubionym gatunku z serwisu Spotify. W bezpłatnej wersji irytują reklamy i brak możliwości grania offline, jednak wystarczy uiścić abonament i problemy znikają. W portalach typu spotify czy deezer mają bogatą bibliotekę legalnej muzyki /mp3/, którą można układać pod siebie (klikając „dodaj ten utwór do ulubionych z radia”).

Partner – gaduła

wpid-28735e874936d0b5b164fb76c42e26df.jpgNieocenione źródło dźwięku na treningu :) Nieprzewidywalne (chyba, że jedzie z Tobą ktoś, kto wiecznie narzeka na słabą nogę), do tego wymaga interakcji z Twojej strony oraz motywujące, jak pod górę jedzie się ciężko. Co tu dużo mówić – jedni uciekają od ludzi na rower, inni uwielbiają rower dzięki możliwości spotkań z innymi, sobie podobnymi. Osobiście wolę jechać z kimś, niż słuchać podcastów/audiobooka.

***

Ze względów osobistych, że radia nie słucham prawie w ogóle, to go nie polecę, gdyż mnie osobiście wkurzają reklamy środków przeciwbólowych, na grzybicę, hemoroidy i innych produktów aptecznych oraz granie jednej piosenki kilkadziesiąt razy w ciągu dnia. Rozumiem, że są hity, to trzeba grać, bo jakże to tak nie grać? No i radio ma tą zaletę, że nie trzeba pakietu internetowego ;)

Ciekawa jestem Waszych preferencji czego słuchacie w czasie jazdy na rowerze i dlaczego akurat to, a nie co innego?. Zapraszam do dyskusji!

Baba na Rowerze