Czego słuchać na rowerze?

with 13 komentarzy

Dzięki małej rewolucji, którą ostatnio przeszły moje uszy, mam możliwość na powrót słuchania muzyki na rowerze nie ryzykując zostawienia kasku w domu. Jako, że jestem osobą niedosłyszącą, koniecznym jest, abym nosiła aparaty słuchowe. Osoby noszące aparaty słuchowe, mogą używać tylko słuchawek na pałąku, gdy chcą posłuchać muzyki. Tym samym aktywni rowerowo ludzie stoją przed problemem ubrania kasku, lub słuchania muzyki. Kilka lat temu, gdy rósł kilometraż pokonywany na rowerze, oraz świadomość, czym grozi poruszanie się po ruchliwych drogach, dojrzałam do jeżdżenia w kasku, co skutkowało odstawieniem słuchawek do kąta. Albo przyjemność, albo zdrowie. Jednak w obecnych czasach trochę technologii umieszczonej w plastikowym pudełeczku wielkości pudełka od zapałek pozwala zniwelować dylematy osób jak ja. Wymaga to głębszej kieszeni przy kupnie aparatów i pilota przesyłającego dźwięk, jednak jest to dobra inwestycja. Sama przypadkowo o takim urządzeniu dowiedziałam się przez przypadek, od innego kręcącego blogera. Od tamtej chwili, większość myśli na temat słuchu były skierowane w tym kierunku.

Temat ten, będę poruszać w tym wpisie. Czego można słuchać podczas jazdy na rowerze?

Audiobook


Z nazwą audiobook zetknął się już chyba każdy, z praktyką bywa różnie. Osobiście nie ciągnęło mnie do tej formy „czytania” książki, gdyż jeździłam na rowerze bez dawki muzyki, samochodu nie mam i nie jeżdżę w długie trasy (gdzie najlepiej się słucha audiobooka) a w domu przed komputerem najlepiej skupić mi się przy muzyce niż przy słuchowisku.
Postanowiłam ten sposób czytania książki sprawdzić na spokojnej trasie dookoła jeziora Orawskiego. I wiecie co? To jest świetna sprawa! Oczyma kontemplowałam przyrodę, w uszach zaś zamiast dźwięku wiatru, leciało mi „słuchowisko”. Zaskoczona formą przedstawienia książki, gdzie oprócz czytanego tekstu, treść bogata była w dźwięki w tle (muzyka, ćwierkające ptaszki, rozgrywana akcja) i przywiodło mi to na myśl słuchowiska, które można posłuchać w niektórych stacjach radiowych. Pierwszym słyszanym audiobookiem był „Alchemik” Paulo Coelho.
Audiobooki świetnie się sprawdzają na długich, spokojnych (czyt. w tlenie/tempie) jazdach. Nie wyobrażam sobie zaś, jechania w trupa pod Gliczarów podczas gdy dostojny głos Piotr Fronczewskiego czytałby opis przyrody ;) Nie zapamiętałabym z tych opisów zbyt wiele.

Podcast


Ciekawą alternatywą dla audiobooków są podcasty. Nie będę ściemniać, zaczęłam od podcastów Maćka z narower.com, ostatnio zaś słuchałam Karola Wernera z kołemsiętoczy.pl. Z kolarskich to jeszcze magazyn Szosa ma bogatą bibliotekę tematycznych podcastów (nie wiem jak teraz z jakością, bo te pierwsze były bardzo ciche, w warunkach domowych miałam problemy ze słyszeniem treści). W sieci można znaleźć mnóstwo podcastów o interesującej nas tematyce, które nie zajmują dużo miejsca a ich długość jest satysfakcjonująca.

Spotify / Deezer itp


Nie wiem jak to działa u Was. Do niedawna ta muzyka, którą znam na pamięć nawet o drugiej w nocy, gdy mnie ktoś wyrwie ze snu działała na mnie super motywująco. Jednak ostatnio muzyka, którą zwykłam słuchać na co dzień, okazała się być zbyt smętna i osłuchana i szybko przestała sprawiać mi radość. A już nie wspominam o aspekcie motywacyjnym. Po jednym treningu miałam ochotę usunąć całą bibliotekę z telefonu. Wybawieniem będzie muzyka o określonym tempie i ulubionym gatunku z serwisu Spotify. W bezpłatnej wersji irytują reklamy i brak możliwości grania offline, jednak wystarczy uiścić abonament i problemy znikają. W portalach typu spotify czy deezer mają bogatą bibliotekę legalnej muzyki /mp3/, którą można układać pod siebie (klikając „dodaj ten utwór do ulubionych z radia”).

Partner – gaduła

wpid-28735e874936d0b5b164fb76c42e26df.jpgNieocenione źródło dźwięku na treningu :) Nieprzewidywalne (chyba, że jedzie z Tobą ktoś, kto wiecznie narzeka na słabą nogę), do tego wymaga interakcji z Twojej strony oraz motywujące, jak pod górę jedzie się ciężko. Co tu dużo mówić – jedni uciekają od ludzi na rower, inni uwielbiają rower dzięki możliwości spotkań z innymi, sobie podobnymi. Osobiście wolę jechać z kimś, niż słuchać podcastów/audiobooka.

***

Ze względów osobistych, że radia nie słucham prawie w ogóle, to go nie polecę, gdyż mnie osobiście wkurzają reklamy środków przeciwbólowych, na grzybicę, hemoroidy i innych produktów aptecznych oraz granie jednej piosenki kilkadziesiąt razy w ciągu dnia. Rozumiem, że są hity, to trzeba grać, bo jakże to tak nie grać? No i radio ma tą zaletę, że nie trzeba pakietu internetowego ;)

Ciekawa jestem Waszych preferencji czego słuchacie w czasie jazdy na rowerze i dlaczego akurat to, a nie co innego?. Zapraszam do dyskusji!

Baba na Rowerze

  • marks

    śpiewu ptaków!
    a przy okazji szybciej słychać nadjeżdżający samochód więc bezpieczniej :)

    • Baba na rowerze

      Śpiew ptaków brzmi cudownie tylko o jednej porze dnia – nad ranem lub bardzo wczesnym rankiem, gdy świat budzi się do życia i nie słychać nic oprócz budzącej się do życia przyrody. A że raz w roku zdarzy mi się jechać tak wcześnie…:)

  • Hej hej ho! A jak się podobał podcast? Tak szczerze, jakieś uwagi? :)

    • Baba na rowerze

      Hej ho! Postcast czy też podcast mi się podobał. Tylko był zbyt krótki. Albo jakoś mi się długo czyta Twoje teksty :) Jakość dźwięku naprawdę OK, tylko zbyt krótkie :P

  • Postcasty na rower są idealnym rozwiązaniem dla zabieganych :)

    • Baba na rowerze

      Podcasty są w ogóle fajne. Właśnie mi się przypomniało o tych w językach obcych. Kolejny plus ich przydatności. I pomyśleć, że tak długo ich unikałam :o

  • Świetny wpis! Ja osobiście wolę bardziej energiczny podkład, audiobooki zostawiam sobie na inne okazje :) Jeśli szukasz innych propozycji, zapraszam do siebie, gdzie „na tapecie” akurat kilka playlist idealnych na trening. Pozdrawiam!

    • Baba na rowerze

      Dopóki nie ściągnę na telefon żadnej muzy w moim guście ale w bardziej rytmicznym tempie, dopóty będę się zachwycać podcastami i audiobookami. Ostatnio tylko „na tym jadę” i kurde, na mnie to daje rady :) a jeszcze kilka lat temu to, co dzisiaj piszę uznałabym za bluźnierstwo :) Być może to zasługa tego, że nie mam aż tyle czasu, żeby czytać, więc rekompensuję sobie braki w ten sposób ;)
      Pozdrawiam!

  • Ja np lubię słuchać muzyki w klimacie miejsca. Nigdy w życiu nie zapomnę wjazdu do Sarajewa (a był to magiczno-hardkorowy wjazd) z kawałkiem „Moje Sarajevo”. Ostatnio, jak w środku nocy (wynurzyłam się z tych lasów w końcu…) wpadałam do Wilna to włączyłam G&G Sindikatas. Kiedyś Miuosh do Katowic (potem jak Miuosha spotkałam, jego zainteresowanie moim dość specyficznym bikingiem..- urocze), „Scyzoryk” do Kielc etc etc – każdy z tych wjazdów po mniejszym, czy większym tripie jakąś swoją magię mia, na Ukrainie był to pop i..biesiada ukraińska (o Kozakach..). Mogłabym o tym dużo pisać, dużo przypadków opisać (ale nie będę już tutaj Cię męczyć moimi wynurzeniami muzyczno-bikingowymi..), chyba nawet wspominam czasami w postach, bo to ważna część mojego bikingu dla mnie. Mknąc nocą przez Estonię ostatnio np słuchałam kawałka „Kochać”.
    „Kocham każdy dzień, kocham życie”. Byłam po ok 200km, ok drugie tyle przede mną – na raz to robiłam, byłam w lesie, byłam na niewyspaniu, byłam sama w nocy gdzieś niewiadomo gdzie, w kraju, o którym nie wiem nic, ale byłam szczęśliwa. Jeszcze mega dobrego Estończyka spotkałam w tym momencie. To było niesamowite. Czujesz postokroć, jak bardzo kochasz jeździć na rowerze i tę całą otoczkę (miejsca, ludzi) i jak bardzo masz fajne życie, organizujesz sobie to fajne życie tak prostym sposobem – trochę odwagi pomaga. Odkąd zakochałam się w Albanii w zeszłym roku dużo słucham albańskiej – można robić hiciarską współczesną muzykę patriotyczną (to akurat odnoga kosovska)! Np na Litwie teraz odbiegłam od klimatu bo słuchałam kawałków w stylu „jam shqiptar” (Jestem Albańczykiem”) i potem miałam jakieś dziwne omamy słuchowe (bo ja mam dalej traumę przez to wzięcie mnie za Kosovarkę uciekającą na granicy Serbia-Węgry..), bo jestem „czarna”…Są też takie, o których wstyd napisać, że słucham (napiszę – jadać do Niemiec był to Scooter…zespół z Niemiec, przy którym chce się jechać mega szybko). Dużo rapu – bezcenne spotkać przypadkiem raperów, których słucha się od kilkunastu lat i zrobić z nimi rowerowe foto – Borixon, K44, Miuosh i nawet największa słowacka gwiazda rapu – Rytmus, któremu górnikiem po oczach świeciłam….A propos Rytmusa cygańska z przytupem też daje moc (bo Rytmus to pół Cigan,pół gadzio). Mogłabym tak do bladego świtu pisać…

  • O! Albo jeżdżenie po Belgradzie, mieście, które jest cudowne, słuchając kawałka „Balada Disidenta” – niesamowite! Kawałek o miłości do tego niesamowitego miasta. Często w swoich postach „przemycam” kawałki…Bo jest to dla mnie mega ważne! Aż się uśmiecham, jak to wspominam…Wielkie podziękowania dla wszystkich tych artystów, którzy mój biking uczynili jeszcze bardziej magicznym!

  • Pospamuję w temacie…Jakąś godzinkę temu spotkałam Eldo i coś pochwalił rower, że chyba dobry to ja, że no dobry ostatnio 3 kraje na nim przejechałam „ot tak” ogólnie 14 (a mam go nie całe 2,5 roku). Eldo też lubię słuchać…”Miasto słońca” mnie mega nakręca.Często własnie jak gdzieś sobie jadę tysiące kilometrów od domu choć powiedzmy, że muszę na grubo przesuwać strefę mojego komfortu to czuję, że ” To takie dni zasługują na epilog, Na takie dni postawisz swój ostatni bilon, Takie dni są heroiną, ciężko schodzi ale daje paliwo, by pędzić dalej 8 milą”…Naprawdę w temacie mogłabym dużo napisać napiszę…Ale nie chcę Ci już tak spamować moimi komentarzami. Pozdrawiam

    • Baba na rowerze

      Aś się rozpisała :) jeśli chodzi o mnie, to nie przepadam (delikatnie mówiąc) za hip hopem/rapem. Mam do tego jakieś uprzedzenia pozostałe z lat młodości i nieprędko się mi odmieni. Bardzo Cię podziwiam za jazdę przez noc, zastanawiam się, jak to możliwe, że siedzenie Ci nie odlatuje? A wracając do tematu, może warto poszukać podcastów/audioboków o danym kraju, gdzie pojedziesz w najbliższym czasie? Możesz się dużo dowiedzieć i posiadać większą wiedzę merytoryczną ;)

      • No aż mi głupio czasami, jak się tak rozpisuję…Chyba nie chcę podcastów, czy audiobooków. Jadąc 3setny km chyba bym zasnęła (choć może na początku czemu nie?)…Choć teraz jechałam do jednego kraju a przejechałam jeszcze przez dwa…Więc jak ja mam wgrać coś, jak ja nie wiem gdzie jadę…Jest też tak, jak wspominam w poście o Wilnie ja lubię, jak miasto samo mi się „objawia” (uwielbiam to rowerowe odkrywanie!), a jakąś podstawową wiedzę to chyba mam. A np jak piłam sobie rakiję w Belgradzie z tubylcami to Serb mi powiedział, że o Serbii to ja wiem wszystko…Jak tubylec tak mówi to…wiesz po co mi podcast (nie no żartuję oczywiście wszystkiego to na pewno nie wiem…). Ogólnie ja do audiobooków coś nie jetem przekonana osobiście, wolę czytać i faktycznie czytam dużo literatury zewsząd. Ale…trochę się uczyłam serbskiego, jadąc i powtarzając na głos, jak głupek…Albańskiego kursu audio nie znałazłam – ale przez piosenki ja pewne słówka zapamiętałam w try miga – tak, że coś merytorycznego słuchanie muzyki wnosi…Ja akurat żyję bardziej w nocy, więc tu chyba nic do podziwiania nie ma (chyba, że właśnie to, że nie boję się jakichś psychopatów, ale to też nie wiem czy do podziwiania…może to nie jest dobre…), ale dla mnie na wyprawach jest normalne, że ja żyję w dzień, jadę w nocy, jadę w dzień i po 37 h bez snu ponad 300 km idę sobie na piwko jakby nigdy nic (z brudną łydą..)…Właśnie ja w ogóle nie używam tych „z pieluchą” nawet na te 300, 400, 500 km odcinki – przy tym nadgarstki czułam…
        Poszukam może tego kursu albańskiego, bo chyba wracam za 3 tygodnie tam a znam jakieś marne podstawy…