Dlaczego warto jeździć o poranku?

with Brak komentarzy

Na noworoczne postanowienia nigdy nie jest za późno. Wprawdzie połowa roku to już nie jest Nowy Rok, ale jeszcze nie Stary Rok. W nowej pracy mam dziwne godziny pracy, przez które mogłam się wyspać od poniedziałku do środy, zaś w czwartek i piątek musiałam wstać o 6:30. Nietrudno się domyślić, że dwa dni wczesnego wstawania wyglądały zawsze tak samo – płacz i zgrzytanie zębów. Narastająca irytacja z powodu wiosennych deszczy, akurat po wyjściu z pracy oraz niewyspanie w dwa dni w tygodniu sprawiły, że postanowiłam wdrożyć właśnie noworoczne postanowienie – codziennie będę wstawać o 7:00 rano.
Jak sobie postanowiłam, tak też zrobiłam. Od 30.05 wstaję codziennie o 7:00 i przez ten czas zauważyłam kilka znaczących pozytywów porannych treningów.

Oto 7 powodów, dla których warto jeździć / trenować o poranku:

  • mniejszy ruch na drodze – dopóki nie zaczęłam jeździć rano, nie wierzyłam w to, że rano jest mniejszy ruch na drodze (no, może nie powiatowej), bezruch raczej przypisywałam godzinom wczesnoporannym, czyli dla mnie gdzieś między 4:00 a 7:00. Drogi w wielu wioskach są kompletnie puste, można puścić wodze fantazji (byle nie przesadzić). Dowodem na mniejszy ruch może być sytuacja, która mnie dzisiaj spotkała – o 8:22 przez drogę przeleciała mi przed nosem sarenka :)
  • można jeździć bez okularów – jeśli ktoś wybitnie nie lubi ich nosić. Ja używam okularów w celu ochrony przed latającymi owadami lub pryskającym błotem. Przy każdej nadarzającej się okazji (długie podjazdy) zdejmuję je, aby łatwiej było wytrzeć pot wpadający do oczu. Wyjeżdżając na rower o 7:30 jest na tyle chłodno, że jeszcze powietrze nie jest przepełnione tymi maleństwami, ale jest na tyle ciepło, że można jechać na krótko, ewentualnie wspomóc się kamizelką (koniec końców okolice oczu się opali, a na połowę czoła wystarczy zapuścić grzywę)
  • doświadczasz innego, pobudzającego światła – nie wiem, czy będziesz w stanie zrozumieć co mam na myśli. Zawsze jeździłam po pracy, późnym popołudniem między 16:00 a 20:00. W okresie letnim są długie dni, co pozwala się cieszyć dłuższą jazdą na rowerze. I zwykle widywałam światło popołudniowe, często zachodzące słońce kończyło mój trening. Intensywne, jasne światło doświadczałam dopiero w weekendy, gdzie mogłam kręcić już od godzin porannych. Co prawda, rano często są również mgły i wtedy nici z widoków czy odczuwalnego ciepła, jednak mgły to domena jesieni
    Jazda szosą po bezdrożach łatwa nie jest
    Jazda szosą po bezdrożach łatwa nie jest
  • zyskujesz dnia – czas, który wcześniej był przeznaczany na spanie sprytnie został przetransferowany na trening. Dzięki temu po pracy zyskujesz sporo czasu, który możesz spożytkować na inne wartościowe rzeczy, na które do tej pory brakowało czasu, bo ważniejszy był rower. Wreszcie jest czas, by w świetle dziennym przeczytać kolejnych kilka stron książki, spotkać się ze znajomymi, przygotować obiad na jutro.
    W sumie… to nic nie stoi na drodze, żeby ten czas znów zapełnić rowerem
  • pobudzenie lepsze od kawy – jestem osobą, która pije kawę dla smaku. Może dlatego, że 90% wypijanej przeze mnie kawy to „kawa” rozpuszczalna i oprócz działania przyspieszającego ruch jelit i jako takiego smaku nie ma na mnie żadnego pobudzającego działania. Rower, poprzez zwiększenie pracy mięśni (w tym sercowego) świetnie dotlenia nasze tkanki i rozbudza zmysły. Najlepiej na rozbudzenia działa fajna góra do podjechania po płaskiej rozgrzewce
  • unikasz gwałtownych zjawisk pogodowych – wpływ na moje noworoczne postanowienie miała przede wszystkim pogoda. Bo trudno mówić tu o zmroku o godzinie 18:00 w czerwcu, gdzie dzień potrafi się kończyć lekko przed 22:00. Okres wiosenno-letni charakteryzuje się obecnością burz, które w 98% występują w godzinach popołudniowych, po całodniowym nagrzaniu ziemi, zwiększaniu się wilgotności i innych czynników wywołujących burze. Nienawidzę jeździć w deszczu, a co dopiero w czasie burzy! Tak więc sprytnie wymigałam się od wieczornych wymówek typu „nie idę na rower bo za chwilę będzie padać”, wychodząc na rower przed pracą
  • świetne warunki na zdjęcia – wprawdzie nie codziennie są super warunki, to normalne. Ale gdy skusisz się wyjechać naprawdę wcześnie z domu na rower (raz na jakiś czas dla odmiany), być może trafisz na genialne warunki do fotografii. Pamiętasz, moje zdjęcia ze wschodu słońca? Jeśli nie, zerknij tu (rowerem o wschodzie słońca) i tu (operacja rowerem na wschód słońca) . Tym, którym się nie chce klikać, najładniejsze zdjęcie jakie mi wyszło (z telefonu!!!):

Jeśli masz możliwość wyskoczenia na rower przed pracą, ale do tej pory wolała(e)ś się wyspać, spróbuj tej odmiany. Rześkie powietrze i nie palące jeszcze słońce wybudzą Cię ze snu lepiej niż kawa. Tak naprawdę, to pierwsze 20 minut po obudzeniu się jest najgorsze, czyli:

1. Wstanie z łóżka
2. Niezachęcająca temperatura (15-17 stopni Celsjusza)
3. Ubranie się i wyjście z domu

na szczęście te „minusy” mijają bardzo szybko na rowerze.

A jak zacząć rano wstawać?

Ustaw budzik na określoną godzinę rano i wstań.

Brzmi tak prosto, że aż śmiesznie? Jeśli chodzi o poranne wstawanie, nie bawię się w żadne podchody typu „10 drzemek”, gdyż szansa zaspania wzrasta wraz proporcjonalnie do ilości drzemek. Na początek ustaw sobie godzinę pobudki, którą Twoja głowa zaakceptuje, a ciało jakoś zniesie. Ja wstawałam o 9:00 lub 9:30, nastawiłam budzik na 7:00 rano i świat zmienił mi się o 2 dodatkowe godziny :)

To co, spróbujesz porannego kręcenia?

Baba na Rowerze