Dookoła Jeziora Rożnowskiego rowerem szosowym

with 8 komentarzy

Rodzaj roweru: szosowy / trekkingowy
Rodzaj nawierzchni: asfalt
Ilość przewyższeń / trudność: 1364m/102 km, umiarkowanie trudne


Kiedyś, dawno temu, bardzo dawno temu znajomi spędzili weekend nad Jeziorem Rożnowskim i naopowiadali mi cudów niewidów na temat tego, jak tam miło spędzili czas. Wiecie – kajaki i te sprawy. Kiełkowała w mojej głowie myśl o zapuszczeniu się w tamte rejony, które choć są stosunkowo niedaleko, to jednak brak własnego pojazdu na 4 kółkach odsuwał w czasie wykonania misji. Iwonka ponawiała zaproszenie co roku, odkąd się poznałyśmy, w końcu przyjęłam zaproszenie.

W sobotę wstałam o 7:15, zrobiłam wokół siebie porządek, spakowałam się na drogę i wyruszyłam z pięciominutowym poślizgiem na Sądecczyznę. Poranek był rześki, zapowiadał jednak dość ciepły jak na czerwcowy dzień. Droga upłynęła mi szybko, mimo szwankującego radia. Wprosiłam się na śniadanie, właściwie to uprzedziłam Iwonkę, że będę chciała zjeść, bo w domu dla mnie za wcześnie, na szczęście jest to dziewczyna o złotym sercu, nie wypuściła mnie z pustym żołądkiem :)

Wyszykowałyśmy się sprawnie, napełniłyśmy bidony po brzegi wodą i wyruszyłyśmy w (nie)znane tereny. Dobrze jest mieć kogoś za przewodnika, bo mogłam się skupić na oglądaniu widoków a nie tego, co garmin ma mi do powiedzenia. Liczne górki, pagórki i inne zalesione wzniesienia mają unikalny charakter, który wygląda szczególnie przepięknie jesienią.IMG_20160618_104429

Szosy są dość dobrej jakości, jednak w dość sporej części jechałyśmy przez ruchliwe drogi, gdzie nie wyciągałam telefonu, żeby pstryknąć zdjęcie – wolałam trzymać ręce na klamkach, tym bardziej, że kierowcy tam jacyś tacy niepoważni i o kiepskiej kulturze jazdy, a niby ten sam kraj. W Klęczanach wrażenie robił kamieniołom, który jest dość sporych rozmiarów i nie w sposób go przeoczyć.

Kamieniołom w Klęczanach

Pierwsza nieprzewidziana przerwa na wizytę w krzakach miała miejsce w Tęgoborzu, skąd rozsiewa się sielski widok na wodę, ni to Dunajec, ni to Rożnowskie (według mapy Rożnowskie). Jechałyśmy drogą krajową nr 75 z Tęgoborza do Witowic Dolnych, gdzie odbiłyśmy na Rożnów, który powitałyśmy po dość przyjemnym podjeździe. W Gródku nad Dunajcem prawie wybiła połowa zaplanowanego dystansu na ten dzień.

I tu ciekawostka – z dóbr Jeziora Rożnowskiego można skorzystać po wpłaceniu wstępnego, w przeciwnym wypadku pozostaje podziwianie tafli wody z ławeczki przy drodze, jak uczyniłyśmy my. Zdziwił mnie ten fakt, ponieważ pobliski Zalew Czorsztyński jest w całości darmowy, być może jakieś prywatne zatoki zażyczą sobie haracz za leżak, jednak płotu odgradzającego „plaży” od świata nie ma. Być może plusem tego jest fakt, że w obrębie całego Jeziora Rożnowskiego stacjonuje np WOPR (to są tylko moje przypuszczenia)?

Przerywając dygresję, wróciłyśmy na szosę, właściwie to tarkę, która odbierała zarówno prędkość jak i przyjemność z jazdy. Od Gródka nad Dunajcem jechałyśmy drogą wojewódzką nr 975 aż do samego Nowego Sącza. Zanim jednak dojechałyśmy do Nowego Sącza, z Dąbrowej czekał nas po wspinaczce piękny zjazd, Iwona puściła się na Sagana w dół, ja jechałam ostrożnie, bo nie znam dróg (do tego wciąż mam problem na skrętach w prawo), a nie potrafię jechać na obczyźnie tak jak na znanych mi szosach.

Nowy Sącz to właściwie objechałyśmy bokiem, nawet podrzuciłam pomysł, że można by się „karnąć” do tego osławionego i darzonego szczerą miłością przez Iwonkę Rytra. Nie wiedziałam bowiem, co mi na koniec zafundowała poczciwa Iwona.

Nie wiem co to było, ale próba charakteru, nóg i nie wiem jeszcze czego była niezła. Podjazd, który kończył się w czwartek, obfitował w piękne widoki na Nowy Sącz, okoliczne góry Beskidu Sądeckiego i wypróżnienia do zera bidonów i kieszeni w koszulkach w poszukiwaniu energii na pedałowanie. Droga krajowa nr 28 z N.Sącza do Limanowej, a dokładnie Chełmiec, Biczyce Górne, Krasne Potockie, Trzetrzewina i Wysokie (niespełna 10 km ciągłego podjazdu).

a  w połowie podjazdu taki widok na Nowy Sącz!
a w połowie podjazdu taki widok na Nowy Sącz!

Świetny podjazd, który moim żółwim tempem wyturlałam w prawie 50 minut. Najgorsze było to, że jak wyjechałam na szczyt i zobaczyłam na jakiej aktualnie znajdowałam się wysokości, to ironia losu mnie dosięgnęła. Garmin wskazywał 600m n.p.m., podczas gdy… taką samą wysokość mam w mieszkaniu w Nowym Targu.

Ta cyfra była niczym strzał mokrą szmatą w pysk.

Gorsze od wskazań wysokościowych było to, że po takim podjeździe spodziewałam się superaśnego zjazdu, którego nie było. Nie wiem, może to przez ten wiatr, który wiał? Nie wiem, ale na prawo i lewo cudne widoki!

To był dopiero przedsmak. Przynajmniej wierzę w to. Mam blisko, mam przewodnika (i garmina) i chęci również są. Pierwsza wizyta nad jeziorem o kształcie żołądka znanego z zajęć anatomii (zboczenie zawodowe) była właściwie pokazem, że tam też są góry. Długie podjazdy, których nie uświadczę na Podhalu. Nie było elementu zwiedzania, ale na to trzeba przeznaczyć cały dzień. W sumie nic nie stoi na przeszkodzie, bo naprawdę tam są urokliwe zakątki.
Beskid Sądecki chciałabym zwiedzić również góralem. Już zaczynam poszukiwania…

Baba na Rowerze

  • wooow, mega trip, kibicuję z miejsca!

    • Baba na rowerze

      A i owszem, było fajnie :D polecam!

  • Nad jeziorem rożnowskim byłem kilka razy ale nigdy na rowerze. Jeśli się wybiorę to wykorzystam twoją trasę.

    • Baba na rowerze

      Proszę bardzo ;) miejscami można było bliżej jeziora jechać (i tym samym uniknąć krajowych dróg) ale trzeba przestudiować mapę :)

  • Aśka

    Świetnie się Ciebie czyta, trasa bardzo ciekawa, sama szukam czegoś podobnego, ale na razie kompletuje sprzęt przed wyprawą z koleżankami. Czy jakieś dobre opony jesteś mi w stanie polecić? :) lubię te od schwalbe i continental, mam na oku dwa modele w sklepie sporti, ale jeszcze się waham. Trasa będzie prawdopodobnie po asfalcie i terenach górzystych, ścieżki leśne.

    • Baba na rowerze

      Dzięki za komplementy ;)
      Co do opon – ekspert ze mnie jak z koziej d..y trąbka :) wyprawy nie mam żadnej za sobą, wszystkie moje doświadczenia to jednodniówki. Jednak na pewno nie ma co odchudzać roweru na oponach, zwłaszcza jak wybieracie w podróż sakwami. Jeśli większość trasy będzie prowadzić po szosie, od czasu do czasu wjeżdżać na polne drogi, najleszym wyborem jest bieżnik semi-slick. Daj znać jak się udała wyprawa!

  • Aśka

    Dziękuję za radę :)

    • Baba na rowerze

      Nie ma za co ;)