Dlaczego nie będę oglądać Tour de France (od początku)?

with 1 komentarz

Zaczyna się największy, najbardziej popularny i najbardziej dochodowy wyścig kolarski. Tour de France, przez Francuzów nazywany Le Tour. Kolejny raz jadą tam tytani, najmocniejsi z najsilniejszych, zdolnych do walki na wysokościach.

 

Drużyna Sky, często nazywana „kolarską Barceloną” jest powodem, dla którego nie będę oglądać Touru. Nudno się ogląda zawody, które z góry wiadomo kto wygra, o ile nie upadnie i sobie sam krzywdy nie zrobi (jak to było w poprzednich latach), lub nie daj Boże – zostanie potrącony przez motocykl.
Nie ukrywam, że astmatyk Froome działa mi na nerwy samym sobą, jest przeraźliwie chudy i zaprogramowany niczym Terminator. Nie ma w nim polotu, wszystko podporządkowane jest numerkom prowadzącym do glorii. Na dodatek jego styl jazdy jest brzydki, często porównuję go do pieska z kiwającą się głową, którego widok tak dobrze znamy z półki tylnej dużego Fiata. Jak to jest, że jeden anorektycznie chudy ma tak dużo watów w nogach, podczas gdy drugi przez niską wagę ciała łapie non stop jakieś odcięcia prądu, wirusy i przeziębienia? (tak, mam na myśli Kwiatkowskiego).

A co z Polskimi zawodnikami jadącymi w Le Tour?

Co z nimi? Huzar może pojedzie w ucieczce, Majka jest pomocnikiem, może wygra jakiś etap, Bodnar ma wieźć Sagana… i co z nimi? Będą widoczni? To zależy, czy będą w pełni dyspozycji.

No i taktyka dyrektorów sportowych jest wręcz przewidywalna. Jedyną osobą na kuli ziemskiej, która jest w stanie zagrozić Froome’owi jest Nairo Quintana (sorry Albercik, ale taka jest prawda), który dostanie pozwolenie na atak na ostatnim etapie górskim, co okaże się zbyt późnym ruchem, jak zresztą miało to miejsce rok temu. Nawet jeśli rozpocznie szarżę dwa etapy wcześniej, to nie zmęczony jeszcze pociąg Sky wykona brudną robotę jak należy.

Chcę igrzysk, nie rozgrywek w szachy!

Taka analogia do piłki nożnej i trwającego Euro we Francji – turniej jest jednym z najciekawszych o ile nie najlepszym i to nie dlatego, że Polska drużyna pobija wszelkie historyczne daty, a dlatego, że jest nieprzewidywalne i pełne niespodzianek (no kto z Was postawiłby na Islandię czy Walię przed rozpoczęciu turnieju?). Może część z Was ceni sobie przewidywalność i cieszy się, że Niemcy / Froome sięgają po kolejne robocopowe trofeum, ale dla oglądalności imprezy chyba lepsza jest różnorodność?

To nie jest tak, że całkowicie się zamknę na Le Tour i nie będę wiedzieć co się dzieje. Oczywiście będę czytać relacje, chcąc nie chcąc ściana facebooka jest świetnym źródłem informacji, nie wspominając już o Instagramie.

Wolałabym się jednak głęboko mylić, a główni pretendenci do przejęcia żółtej koszulki nie zostawią ostatniego ataku na koniec, niczym piranie będą czekać na błędy tymczasowego lidera. Taktyka obecnego kolarstwa zabija jego nieprzewidywalne piękno (stety, niestety łączące z EPOką). I dlatego wyścigi XCO są fajne – trwają 1,5 godziny i wszyscy jadą na pełnym zapieku. Są igrzyska, jest krew (właściwie pot).
Gdybym chciała obejrzeć sobie szachy, to …

…oto dlaczego (prawdopodobnie) nie będę oglądać Tour de France.

via GIPHY

Baba na Rowerze