Velické pleso – szosą w Tatry

with 2 komentarze

Rodzaj roweru: szosowy / trekkingowy
Rodzaj nawierzchni: asfalt
Ilość przewyższeń / trudność: 2105m/138 km, umiarkowanie trudne


Długo mi chodziło po głowie zdobycie „Śląskiego Domu” (po słowacku Sliezsky Dom), odkąd nasłuchałam się od znajomych o piękności tego miejsca i fatalnego stanu drogi do niego prowadzącej. Głównym czynnikiem opóźniającym wybranie się do tego magicznego miejsca był wieczny brak formy. O ile w bieżącym roku zaliczam naprawdę jej mocny spadek, postanowiłam nie czekać na nieistniejącą okazję i jednak spróbować podbić Słowackie Tatry rowerem szosowym.

Początek tej trasy zaczyna się tradycyjnie w Nowym Targu, skąd drogą powiatową nr 49 kierujemy się do byłego przejścia granicznego w Jurgowie. Tam droga zmienia się na słowacką drogę nr 3078 i jedziemy nią do miejscowości Pospady, gdzie skręcamy na Zdiar, na który prowadzi droga nr 66. Przyjemny podjazd w cieniu drzew o świetnej nawierzchni i długości 6,8 km ze średnim nachyleniem ~3%. Jego zwieńczeniem jest długi zjazd o bajecznym widoku na przełęcz  Ździarską po prawej stronie. Obowiązkowy przystanek na zdjęcia.

Następnie w Tatranskej Kotlinie kierujemy się na Vysoke Tatry (droga nr 537) i zaczynamy mozolną wspinaczkę pod niewielkie, ale męczące nachylenie. Asfalt jest dobrej jakości, jednak jest to wibrująca, słowacka tarka, którą osobiście źle znoszę. Po kilku kilometrach ukazują się nam Wysokie Tatry w całej okazałości po prawej stronie, jednak czas nas goni i jedziemy aż do Tatranskej Polianki, gdzie szukamy znaku drogowego „Sliezsky Dom”.

Velické pleso z Tatranskej Polianki

Cała zabawa zaczyna się właśnie w tej miejscowości, skąd do Wielickiego Stawu jest około 6.7 km o średnim nachyleniu 10%, co daje na tym dystansie 645 m przewyższenia. Jak widać, jest co jechać :)

Droga jest do końca asfaltowa, ale w połowie jej długości, gdy miniemy po lewej stronie altankę i drogowskaz (koniecznie w tym zestawie), jej jakość mocno spada. Wciąż jest to asfalt, ale raczej w typie sera szwajcarskiego. Dziurawy sam w sobie, do tego na dokładkę przecinany drenami. Wjeżdżając tam rowerem szosowym naprawdę zaczynamy się bać o nasz sprzęt. Jednak przy odrobinie rozsądku powinniśmy podjechać i zjechać bez uszczerbku na sprzęcie. Co około 100 metrów przewyższenia mijamy tablice informacyjne ze szczególnymi punktami, oraz informacją, ile już od szlabanu zrobiliśmy przewyższenia z planowanych 650 metrów. Nie wiem jak na innych to działa, mnie to demotywowało, zwłaszcza, jak mocno się odczuwało na sobie te kolejne metry. Na ostatniej prostej naszym oczom ukazuje się Śląski Dom a za plecami mamy piękny widok na słowackie doliny. Gdy wydaje się nam, że już jest pięknie, to podjechanie pod sam hotel szybko zweryfikuje nasze uczucia, przenosząc je na piękny, malowniczy staw. Jak na Słowackie Tatry przystało, jest tam znacznie mniej turystów, niż po Polskiej stronie, co ostatnio przechodzi w sporą przesadę. Nad stawem zero ludzi, kilkadziesiąt turystów zmierza szlakiem do wodospadu lub na Gerlach. Jest pięknie, ale trzeba się ubrać, gdyż wiatr momentalnie schłodzi nasze rozgrzane ciało.

Śląski Dom

– to nic innego, jak schronisko (teraz bardziej hotel) ulokowane w Tatrach Wysokich, Dolinie Wielickiej nad brzegiem Wielickiego Stawu (Velické Pleso) a u podnóża Gerlacha. W hotelu można skorzystać z samoobsługowej restauracji (raczej drogo), w sezonie letnim jest grill na zewnątrz przy tarasie.
A wszystko to dzieje się na wysokości 1650/1670 (zależy od pomiarów) m npm. Woda w stawie jest krystalicznie czysta, kusząca do kąpieli, gdyby nie to, że na tej wysokości już mocno wieje i wybranie się tam bez kurtki wiatrówki jest mocno nierozsądne. Do stawu wpada woda prosto z Wielickiej Siklawy, którą tworzą wody Wielickiego Potoku.

Cała trasa prezentuje się następująco:

Tym razem powrót był tą samą drogą, jednak żądnym przygód nic nie stoi na przeszkodzie, by zrobić sobie rajd dookoła Tatr i przez Strbske Pleso, Liptovsky Mikulas, Zuberec i Suchą Horą wrócić do Polski.

Baba na Rowerze

  • I to nie byle jaka Baba na Rowerze, ponieważ taka trasa po górach, bez szczytowej formy i dedykowanego do tego sprzętu jest aktem godnym podziwu. Myślę, że z dumą zjeżdżałaś z Tatr.

    • Baba na rowerze

      Bez szczytowej formy da się wyjechać, ale trzeba zapomnieć o QOMie ;) :) Z wielką dumą wszem i wobec ogłaszam, że mam szczęście mieszkać tu a nie gdzie indziej w Polsce :)
      Pozdrawiam!