Opaski kompresyjne Compressport R2V2 – test i recenzja

with Brak komentarzy

Zgłosił się do mnie Bartek. Zagaił o około triathlonowe testy. Pływać (prawie) nie umiem, biegam jak patałach a i jeżdżenie u mnie wcale nie jest takie dobre :) Zrobiłam Mu wywód o tym, dlaczego opaski kompresyjne w kolarstwie się nie sprawdzą (z mojego fizjoterapeutycznego punktu widzenia), no i dodałam,

że psują one stylówę.

Bartek był nieugięty i podstępem (nie wiem jakim) namówił mnie do strzepaczenia się kosztem dobrej zabawy.
Nie miałam wcześniej osobiście do czynienia z kompresją, więc opaski Compressport są dla mnie absolutną nowością. Chytrze pomyślałam, że pojeżdżę kilka razy niczym trzepak w opaskach a później będę stosować tylko w regeneracji.

Szybko mi przyszedł do głowy pomysł na formę testu. Wyglądało to następująco: tydzień jazdy w różnych warunkach, jednak z przewagą górskich wzniesień i opaski zakładałam po treningu. Tydzień przerwy od opasek i normalne jazdy. Po tygodniu przerwy od opasek jeździłam przez tydzień w podobnych warunkach, jednak z założonymi opaskami. I jakie wyciągnęłam wnioski?

W pierwszym tygodniu zakładałam opaski w ramach regeneracji potreningowej. W czasie noszenia R2V2 na łydkach było miłe uczucie ucisku i jakby mniejsze odczucie zmęczenia (a to jest najistotniejsze, gdy bolą nogi). Jednak na drugi dzień miałam wrażenie, że jest tak, jak zawsze. Ani lepiej ani gorzej. Tak samo. Opaski zostały wykonane z jakby mikrofibrowego materiału, jednak prawie w ogóle nie elastycznego (w końcu muszą wywoływać ucisk).

Z ciekawością i lekkim uczuciem zażenowania zabrałam się za drugą część testu, na którą tak mocno nalegał Bartek :) zamaskowawszy się najmocniej jak się da, wyruszyłam na rower. W czasie jazdy o dziwo nie ma uczucia ściskania, oprócz tego, że czułam dokładnie przebieg mięśni podudzia, jak pracują w trakcie pedałowania. Dość nieszczęśliwie jak na letnią porę roku wybrałam czarny kolor, co niestety dało się mocno odczuć, bo promienie słoneczne mocno nagrzewały mi łydki przez opaski. Nic dziwnego, bowiem nikt o zdrowych zmysłach nie jeździ w środku lata w nogawkach.

Po powrocie do domu zdejmowałam nogawki żeby wziąć prysznic i już ich z powrotem nie zakładałam, bo chciałam odczuć na sobie działanie kompresji w czasie aktywności, nie regeneracji. I wiecie co? To działa. Mimo, że na szosie nie ma aż takich drgań jak w mtb, to jednak praca mięśni jest wciąż pracą i opaski mają co robić. Jestem zaskoczona, bo bieganie jest dużo bardziej obciążające układ ruchowy niż kolarstwo.

Myślałam nawet, jak mogłyby wyglądać bardziej przewiewne opaski, ale wyszło mi, że to są kabaretki i szybko podałam temat :D

Tak na opaski reagowaliście Wy, moi czytelnicy, Lubisie:

Jest jeden minus. Mnie po rowerze zazwyczaj bardziej bolą uda niż łydki. Ale chyba bez sensu jest pchanie pod spodenki opasek na uda. Wtedy bym się ugotowała. Zaawansowane modele spodenek kolarskich są wykonane z materiałów kompresyjnych, pełniąc funkcję opasek. No i ten kawałek materiału mający pełnić rolę podtrzymywacza rzepki – na rowerze częściej się wywijał na zewnątrz, niż miał wpływ na jakiś komfort rzepki. Z punktu widzenia kolarskiego zbędny kawałek materiału.

No to polecam czy nie?

Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Jeśli nie przejmujesz się stylówą a jeździsz ciężkie trasy i długie dystanse – wtedy opaski mogą wydłużyć „świeżość” Twoich łydek. Pod warunkiem, że nie będzie upału. Jeśli zaś jeździsz mtb czy krótkie dystanse szosowe – myślę, że nie ma potrzeby zakładania kolejnego elementu garderoby, chyba, że lubisz.

Jeśli chodzi o mnie, to gdyby opaski były przezroczyste i bardziej oddychające, nosiłabym je na każdy trening!

Baba na Rowerze