Dynamo – powerbank – recenzja

with Brak komentarzy

Otrzymałam do testów dość nietypowy gadżet. Jest to część standardowo mocowana, aby zapewnić bezpieczeństwo w rowerach niskobudżetowych, turystycznych, miejskich, czasem przybierając formę piasty. Tak moi drodzy, chodzi o dynamo. Napisałam wcześniej „dość nietypowy gadżet”, bo w moim mniemaniu prądnica z wbudowanym akumulatorkiem z wyjściami usb do normalnych akcesoriów nie należy.

Co jest w zestawie?

W pudełku z dynamo otrzymujemy w zestawie mocowanie, zestaw śrubek instrukcję montażu oraz… 2 lampki typu do podświetlenia klawiatury komputera i coś w stylu „zepsuła mi się duża lampa od roweru”.
Ja poprosiłam o zestaw powiększony i otrzymałam jeszcze lampę pełną funkcji na przód o mocy 260 lumenów oraz na tył i odpowiednio 50 lumenów.

Montaż

Poprzykładałam, pomlaskałam i stwierdziłam, że nie będę ryzykować carbonowej ramy mojego Treka i zleciłam mojej osobistej Złotej Rączce montaż dynamo w góralu. Chłop twierdził, że nie jest to skomplikowane i zajęło mu to parę minut. Prezentuje się to następująco:

Parę nowinek technicznych

Dynamo nie wygląda. Kojarzy się z klockami lego, w czym utwierdza gama kolorów, jaką mamy do wyboru (oprócz widocznego powyżej niebieskiego, jest jeszcze żółty, zielony i czerwony). Głowica, która styka się z oponą jest gumowa i charakteryzuje się niskim oporem w czasie pracy a co za tym idzie – również nie hałasuje. Z obydwu stron widoczne są czerwone zaślepki do wejścia USB, dzięki któremu możemy w czasie jazdy ładować choćby wspomniane wyżej lampki lub np. smartfony czy powerbank. Nie wyglądają na specjalnie szczelne, więc w dużej ulewie raczej nie podłączałabym żadnego urządzenia pod prąd.

Jeśli coś wygląda głupio, ale działa, to znaczy, że nie jest głupie…

O tym, czy dynamo się ładuje informuje nas dioda, która miga w określonych sekwencjach informując nas o stanie naładowania akumulatora. Jeśli nie mamy nic do podładowania, nic straconego, ponieważ dość dużych gabarytów dynamo posiada wbudowany akumulator o pojemności 1000mAh. Nie jest to może zawrotna pojemność, ale musimy wziąć pod uwagę, że mamy do czynienia z urządzeniem wytwarzającym i przechowującym energię elektryczną w jednym.

Największym ograniczeniem jest maksymalna prędkość, z jaką możemy się poruszać, aby prądnica wytwarzała prąd – wynosi ona 30 km/h. Po przekroczeniu jej urządzenie zostało zaprogramowane do wyłączenia się, aby nie doszło do jego przegrzania. Ponowne ładowanie uruchamia się przy prędkości 10 km/h. Tak, wiem co sobie myślicie, bo pomyślałam dokładnie o tym samym:

A co, jeśli będę zjeżdżać z góry 50km/h a później prędkość zjedzie mi do 25km/h?

Producent napisał w instrukcji obsługi, że po przekroczeniu prędkości 30km/h następuje wyłączenie dynamo i jej ponowne uruchomienie następuje po przekroczeniu prędkości 9km/h. Po przeczytaniu tej informacji zapadła decyzja o montażu w rowerze górskim. Choć na szosie jeżdżę dość wolno, jak na ten typ roweru, to za dużo czasu spędziłabym pokonując minimalnie większy opór a dynamo by się nie ładowało.

Jak to działa w praktyce?

Zwykle nie jeżdżę rowerem po mieście, ponieważ do pracy mam za blisko a i nie mam poza tym potrzeby poruszania się jednośladem po tak małym mieście, jakim jest Nowy Targ. Jednak przydarzyła mi się okazja na przemieszczanie się od punktu A, do punktu B, gdzie odległość wynosiła około 3 kilometrów w jedną stronę i zajmowało mi jej pokonanie ~15-18 minut. Mogłoby być szybciej, ale akurat padało lub kropiło i nie chciałam być cała dosmarowana brudem. W ciągu tygodnia przejechałam takich rundek 4×2, co daje łącznie 24km / 2 godziny jazdy na włączonym dynamo. Po czym podłączyłam powerbank o pojemności 9600mAh i czekałam ile się załaduje. Wynik możecie zobaczyć na zdjęciu.

Test „miejski” dynamo zdało śpiewająco. Dodatkowo aura, z jaką mieliśmy do czynienia w październiku daleka była od idealnie suchych, test bez ładowania i z ładowaniem wyszedł dobrze, jednak unikałabym ładowania czegoś w ulewie, w końcu mamy do czynienia z prądem. Szkoda, bardzo wielka szkoda, że dynamo montuje się na stałe – nie ma bowiem możliwości odłączenia go, żeby sobie coś podładować, równocześnie nie stojąc przy rowerze. Jest to (oprócz wyglądu) największa wada tego gadżetu.

Test wieczorny

Tryb ładowania lampek w trakcie jazdy został sprawdzony ciemnym i na dodatek mokrym wieczorem. Montaż lampek jest banalnie prosty, producent załączył pianki o 3 grubościach pod uchwyt, na różnej grubości kierownice. Tylna lampka zaś montuje się na gumkę, co przy jej gabarytach może się źle skończyć. Lampka nie siedzi stabilnie i zastanawiałam się, czy tej pianki, której nie wykorzystałam z przodu nie dać do tyłu. Okazało się, że pomimo wcześniejszego ładowania na full ducha wyzionęła lampka tylna, więc okazja do ładowania oświetlenia w trakcie jazdy nadarzyła się dość szybko. Podłączyłam kablem lampę do dynamo i ruszyłam na rower.

Gotowi do wieczornego wyjścia!
Gotowi do wieczornego wyjścia!

Problem  – lampka tylna w trakcie ładowania nie włącza się. Duże zdziwienie i chęć zawrócenia do domu, bo nie chciałam jeździć bez lampki z tyłu. Jednak szybko odkryłam, że w trakcie ładowania (nawet z komputera) lampka miga (wprawdzie nie całą mocą, ale świeci) i ruszyłam dalej. Po podładowaniu lampki uruchamiałam ją, ale każde uruchomienie dynamo ją wyłączało i wracała do trybu, nazwę to „migania ładującego”. Tutaj zdecydowanie jest to na niekorzyść lampki. Z przednią będę mieć mały problem, bo dynamo wylądowało z tyłu i muszę znaleźć odpowiednio długi kabel micro usb, żeby sprawdzić sprawowanie w czasie ładowania.

Lampki

Meilan x1

Montaż jest beznarzędziowy, na różne grubości kierownicy (lub sztycy) mamy 3 grubości pianki pod obejmę aby dobrze ją zamontować. Bateria ma pojemność 1400mAh, co powinno starczyć na 4,5 godziny pracy. Przednia lampka świeci dość mocno, choć dnia z nocy nie robi (nie ta moc). Producent deklaruje 260 lumenów, co przy odpowiednim ustawieniu pozwala widzieć drogę na 10 metrów do przodu dzięki trzem różnym strefom. Posiada kilka trybów świecenia, w tym dzienny (!), który charakteryzuje się znanym z amerykańskich samochodów pomarańczowym światłem. Oprócz trybu stałego, migającego i dziennego, lampka charakteryzuje się trybem automatycznym. Tak, dobrze przeczytaliście, lampka posiada wbudowany sensor światła oraz prędkości, który automatycznie reguluje moc świata w zależności od pory dnia/prędkości jazdy. Im szybciej jedziemy, zwłaszcza na granicy dnia i nocy, tym lampka mocniej świeci. Bardzo fajne i logiczne! Kosztuje to lampkę trochę baterii, która przy trybie manualnym dłużej wytrzymuje (ale od czego mamy dynamo?).

Meilan x6

Tylna lampka ma moc 50 lumenów i posiada 7 trybów migania. Największe wrażenie na mnie zrobiła przydymiona/matowa soczewka lampki, kojarząc mi się z filmem Legacy of TRON. Producent deklaruje 36 godzin działania, które działa po 5 godzinach ładowania.  Dość długi czas ładowania, jednak dalej powiem Wam, dlaczego można to jeszcze przełknąć. Lampka posiada czujnik dnia/nocy oraz czujnik ruchu (wyłącza się po 2 minutach bezruchu). Sama w sobie lampka jest ogromna a nie daje aż tyle światła. Podejrzewam, że wielkość zawdzięcza zawieranej w bebechach technologii.

Obydwie lampki posiadają odporność na wodę na poziomie IPX5 (przednia) oraz IPX4 (tylna). Czujnik ruchu uważam za świetny bajer. Wprawdzie w oczekiwaniu na zielone światło nie powinno zdążyć się wyłączyć, ale przy wejściu do sklepu, czy pogawędce z napotkanym po drodze znajomym pozwoli przyoszczędzić energii. Obydwie lampki wyłączają się po upływie dwóch minut i powracają do życia przy poruszeniu rowerem. Można zobaczyć to na załączonym filmie, na którym zadziałało tylko z lampką tylną, ponieważ przednia dosłownie przed chwilą padła :)

Podsumowanie zestawu

Dynamo przy opracowaniu bardziej opływowej formy oraz łatwego montażu i demontażu z uchwytu miałoby szansę na podbicie rynku. Ciekawa alternatywa dla wielbicieli energii odnawialnej oraz ludzi, którzy kochają w pełni wykorzystywać to, co robią. Nie dość, że zdrowe jest dojeżdżanie do pracy/szkoły na rowerze, to jeszcze w przypadku śmierci baterii telefonu czy oświetlenia, można je podładować energią, którą z radością wykręcaliśmy, a dynamo zrobiło z nią to, co trzeba. Żeby ładować lampkę (w moim przypadku przednią) bardziej oddaloną od dynamo, należy doposażyć się w długi kabel microUSB, bo fabryczny jest na to za krótki.

Cena: 4
Wygląd: 2
Zastosowanie: 4

Oświetlenie, zwłaszcza tylne zrobiło na mnie pozytywne wrażenie, jeśli chodzi o przydymioną soczewkę. Jest inna od wszystkich lampek dostępnych na rynku, a zarazem widoczna. Tylna lampka jest zbyt pękata, a gumka do mocowania zbyt luźna. Zamiast do przodu, podkładki musiałam zastosować do tyłu, inaczej lampka kręciła się dookoła sztycy. Przednia lampka zaś nie wyróżnia się specjalnie z tłumu, jest solidnie zbudowana (czy wspominałam, że pokrywa została wykonana z aluminium?) ale automatyka działa super i pozwala częściowo uwolnić się od włączania i dostosowywania do panujących warunków. W ogóle automatyka zastosowana w lampkach jest super, polecam :)

Cena: 5
Wygląd: 4
Zastosowanie: 5


Specjalna oferta 10dla czytelników bloga

Jeśli akurat szukasz  kompletu oświetlenia, zaciekawiło Cię dynamo, lub chcesz sprawić komuś przydatny prezent (np. na zbliżające się Mikołajki), wspólnie z firmą Revoltt przygotowaliśmy specjalną ofertę na wybrane produkty.

Produkty kupowane pojedynczo:
Dynamo w cenie: 145zł
Lampka przednia X1: 110zł
Lampka tylna X6: 70zł
Lampka tylna X5: 140zł

Zestawy:
Dynamo + przód x1 + tył x6: 310zł
Dynamo + przód x1 + tył x5: 375zł
Przód x1 + tył x6: 170zł
Przód x1 + tył x5: 230zł

Zamówienia można składać mailem pod adresem: info@revoltt.pl a na hasło „Baba na rowerze” dla kupujących firma Revoltt przygotowała rabaty od 10 do 15%. Płatność przelewem po złożeniu zamówienia. Wysyłka gratis kurierem InPost.

Oferta ważna do 20.11.2016 lub wyczerpania zapasów

Jeśli potrzebujesz się dłużej zastanowić, produkty możesz kupić w dowolnej chwili  w sprzedaży na allegro lub na stronie www.revoltt.pl .