Czy Polakom potrzebne są niehandlowe niedziele?

with 10 komentarzy

Swego czasu w mediach przetoczyła się fala wałkowania tematu, czy niedziele powinny być handlowe, czy wolne od handlu? Osobiście jestem zwolenniczką wolnych niedziel i do dziś pamiętam pierwszą niedzielę podczas kilkumiesięcznego pobytu w Austrii, podczas której odkryłam, że sklepy są zamknięte. Nie miałam jeszcze ze sobą roweru i łażenie po sklepach było jednym z możliwych scenariuszy spędzania czasu (raczej nie lubię go tak spędzać). Po mini – panice, stwierdziłam, że przecież słynny Kahlenberg czy centrum Wiednia są tak blisko, więc może zrobię sobie taką wycieczkę? I wiecie co? Dość dobrze poznałam Wiedeń właśnie dzięki tym niedzielom wolnym od plątania się w kółko po centrach handlowych. To jest właściwy sposób spędzania dnia wolnego. Nie łazić po sklepach i wydawać pieniędzy, na które wiecznie narzekamy, że ich nie mamy, tylko spędzić go razem z najbliższymi, bo później czasu sobie nie odkupisz tak, jak to robisz z niepotrzebnymi tak naprawdę rzeczami.

Wychowałam się na wsi, mieszkałam na niej 26 lat mojego życia. Od kilku lat mieszkam w „mieście”, które nazwałabym raczej miasteczkiem. Jaki by nie miało status owe miasteczko, mimo wszystko jest w nim więcej możliwości, niż na wsi. Jedyną rozrywką, jakie miałam, to spacery nad rzekę, na drugi koniec wsi, lub do domu koleżanki. W lecie dochodziło jeszcze spędzanie niedziel nad rzeką (opalanie z pływaniem). Później, wraz z nadejściem prawa jazdy, były wyjazdy na lody do „miasteczka” czy do koleżanek z innych miejscowości. Mężczyźni w „święty” dzień często zapijali mordy oglądając mecze okręgowej piłki nożnej. Na pewno wielu ludzi w niedzielę chodzi do sklepu, bo nie ma co robić, to sobie kupię loda/pepsi/piwo/chipsy. Albo przyjechała niezapowiedziana ciotka i mama wysłała do sklepu szybko po szynkę i kawałek ciasta, typu rolada (co z niej za gospodyni?). Za to szanuję moją mamę, która robi większe zakupy raz w tygodniu, że nawet niespodziewani goście rzadko kiedy ją zaskakiwali (czyt. zmuszali do zakupów w niedzielę). Kto w takim razie robił gigantyczne kolejki 30 kwietnia czy 2 maja w sklepach, skoro jeszcze jest potrzeba skorzystania ze sklepu w dzień ustawowo wolny od pracy? Wszędzie – czy to w mieście, czy na wsi?

Dzisiaj mamy dzień wolny z okazji ustanowienia Konstytucji. Mimo zatkanego nosa, wyciągnęłam rower, włożyłam kask i ruszyłam na przejażdżkę. Na początku na ścieżce rowerowej pustki, ludzie się albo modlą, albo wystraszyli się pogody. Po kilkunastu kilometrach odbiłam ze ścieżki, przejechałam przez kilka wsi, gdzie co najmniej jeden sklep otwarty ku uciesze pijaczka, który już przed południem na chodniku walczył dość mocno o utrzymanie pionu, gospodyni, która wysłała synka do sklepu „po niezbędne” rzeczy, w nagrodę mógł sobie kupić loda, którego konsumował jadąc na rowerze z zakupami. Swoją drogą, że te sklepy nie były jakoś specjalnie oblegane, ale wciąż nasuwało mi się pytanie:

naprawdę te sklepy muszą być otwarte?

  • Mikolaj

    Jak właściciel takiego małego sklepu chce to ma otwarte w święto… Co nam wszystkim do tego?

    • Kurde. Tu się pojawia problem, że Polak ma taką mentalność niby „co nam do tego” ale jak co do czego przyjdzie, to wytykamy paluszkami. Wolne, to wolne, dla wszystkich, akurat właściciel tu jest najmniej stratny.

      • Mikolaj

        Nie mieszałbym do tej dyskusji tzw. mentalności. To chyba u niektórych z nas występuje jakiś kompleks (?) mentalności Polaka i ustawicznego wytykania jacy to my nie jesteśmy zamiast po prostu uznać, że jesteśmy w porządku i już… Po co tak? Sprawa jest prosta, mam sklep i jak chcę to otwieram go w święto, a jak nie to nie i już… Paragrafy, przepisy… uregulować wszystko najlepiej. Przynajmniej ja w takim kraju nie chciałbym żyć. Pozdrawiam :)

        • Baba na rowerze

          Ja nie wiem czy kompleks. Wpis powstał z osobistej pobudki, choć w tej sprawie lepiej być egoistą. Nie da się wszystkich uszczęśliwić, ale naprawdę czasami mam wrażenie, że Polacy nie potrafią odpoczywać, a to odpoczynek, relaks jest gwarantem zdrowia. Chcąc, nie chcąc, niedziela jest takim dniem o charakterze, że wszyscy odpoczywają, choć np nie pokopiesz w ogródku, bo nie wypada ;)

  • Jagna

    A czy muszą być zamknięte? Czy człowiek, jako posiadacz wolnej woli, nie może sam zdecydować, jak chce spędzić wolny czas? Niektórzy lubią spędzić czas na łonie natury (pos warunkiem, że akurat nie zamkną wstępu do lasu, jak ostatnio w Białowieży), inni mniej. Nie wszystko jest dla wszystkich. Kiedy wreszcie nauczymy się pięknie różnić?

    • Gdyby wystarczała wolna wola, nie byłoby prawa i paragrafów. Problem jest taki, że każdy chce się różnić, ale porównuje się (lub swój status społeczny / finansowy) do innych. Czy to, że za granicą mają zamknięte sklepy już od 14:00 w sobotę do 6:00 w poniedziałek nie pozwala się pięknie ludziom różnić?

  • Moim zdaniem, jeśli sklepy są małe, mają właściciela i są przez niego otwierane w dni wolne i niedziela to jak najbardzie powinny być. Ale wiadomo ze istnieją dwie strony medalu i tutaj pracodawca nie powinien wymuszać kogoś do pracy w dni wolne ale powinien dać coś ekstra albo dzien wolny do odbioru.

    Ja patrzę z perspektywy osoby mieszkającej od kilu lat w miescie a wcześnie jna wsi oraz osoby, która w przeszłości jezdziła na dłuższe wycieczki w dni świateczne. I takie małe sklepiki w świeta to prawdziwa świętość, nie tylko dla pijaków ale też i dla sakwiarzy czy jednodniowych turystów.

    • Na razie tylko sakwiarzom potrzebne są sklepiki :) dzień do odbioru jest normą ale wtorek czy piątek nigdy nie będzie niedzielą…

      • ale nie tylko sakwiarzom. bo równie dobrze można pozamykać restauracje i kawiarnie, co nie na rękę kolarzom czy góralom. prawo rynku robi swoje. ale nei przesadzajmy w drugąstronę. Jest ustawa, która ma mocno ograniczyć funkcjonowanie takich firm jak Orlen w niedziele i święta ;-)

  • Ja lubię sklepiki w górach i na wsiach które nie mają godzin otwarcia… ale zawsze jak ktoś z domowników jest na posesji to można coś kupić niezbędnego. Tak kiedyś mi uratował tyłek sklep we wsi Chmiel w Bieszczadach gdy uciekałem z połonin przed ulewa i zszedlem najkrotsza droga na nie ta strone gdzie planowalem.