Mokry tydzień – czas narzekania

with Brak komentarzy

Muszę trochę ponarzekać. Nie mogę znaleźć fizycznego ujścia złych emocji, więc zrobię sobie takie mentalne. Pogoda jak widać, nie sprzyja. Jest zimno, mokro i wietrznie. Takie warunki łatwiej znieść na wyspach, bo tam jedzie się z nastawieniem na taką pogodę, w przeciwieństwie do lata w Polsce. Brak roweru, uciekający zegar, dzień się skraca a ja nie potrafię wycisnąć z niego maksymalnie ile się da. W piątek się wyszalałam za zeszłe 5 dni bezruchu, ale nie zdążyłam nadrobić do przodu. Pocieszam się myślą, że od jutra ma być lepsza pogoda i wszystkie te złe duchy odejdą w niepamięć. W czasie dni takich, jak dzisiejszy, kiedy walczę z sobą o wyjście na rower w taką zimnicę a pozostaniem w domu i opatuleniem się w koc zastanawiam się, jak to się stało, że skończyłam fiZJOTERAPIĘ, bo w moim przypadku to chyba miała być fiLOZOFIA. Zawsze lubiłam dużo myśleć i się zadręczać. Nigdy się z tym dobrze nie czułam, ale tak mi było najwygodniej. Jeżdżąc na rowerze też dużo myślę, ale po zejściu z niego nie pamiętam o czym myślałam, tylko myślę co zyskałam. Teraz, gdy wiem, że myślenie pozytywne nadaje kolorów życiu, źle znoszę takie brzydkie dni jak teraz i samotność, z którą się mierzę jak nigdy przedtem. Niby sprawiam wrażenie osoby twardo stąpającej po ziemi i odważnej, jednak nie zdobywam się na tą odwagę w chwilach, gdy jej tak bardzo potrzebuję (Hiszpania właśnie wyleciała z mundialu).

Czasami sobie myślę, gdy będę już znaną i szanowaną fizjoterapeutką, odłożę sobie mnóstwo kasy, żeby żyć w bardziej słonecznym kraju, albo każdy deszczowy tydzień będę przeczekiwać gdzieś na niespodziewanych wczasach, żeby tylko nie dopuścić tego złego wicherka do siebie.

I tak sobie narzekam, w oczekiwaniu na lepszą pogodę…