Eddy Merckx miał rację

with Brak komentarzy

Nie wiem jak długo jesteś w kolarstwie. Nawet nie wiem, czy poznała(e)ś smak treningów, ich reżimu i wyników na trasie wyścigów amatorskich. Pamiętam jednak chwilę, gdy zobaczyłam kolarskiego mema, czy też plakat z portretem najwybitniejszego kolarza w dziejach kolarstwa z cytatem:

„Ride as much or as little, or as long or as short as you feel. But ride.”

co luźno na nasze możemy przeczytać równie znane:

„żeby jeździć, trzeba jeździć”

– Szymonbike

Jeździj mało lub dużo, długo albo krótko, jeśli masz na to ochotę. Ale jeździj.

Słowa, które od początku uważałam za coś bardzo trudnego do wdrożenia, wydawało mi się, że przeznaczone są tylko dla twardzieli a nie dla takiego szaraczka kolarskiego jak ja. Jeździć, kiedy nie „opłacało mi się” wskakiwać w strój na mniej niż 1,5 godziny jazdy. W czasach, gdy po 30 km ból stawał się większy, że przerastał te wszystkie pagórki, jakimi może pochwalić się Podhale, wydawało mi się, że nie ma żadnego ratunku dla mnie. Kupiłam nowy rower z wygodnym pochłaniaczem drgań, ale ból wracał. W mojej głowie zapadła decyzja, że pora przestać sknerzyć i złapać się ostatniej deski ratunku jaką był fitting. Po kilku miesiącach nieregularnej jazdy trafiłam na siodełko, które pozwala mi wydłużyć jazdę, choć ból pojawia się, to jego natura jest inna.
W tym roku, po zimowym odstawieniu roweru, zaczęłam jeździć, żeby zająć czas, żeby łapać promienie słońca, żeby dojechać do pracy, żeby nauczyć się oddychać głównie przez nos, żeby jeździć nie zważając na tempo i…

…i wiecie co? Poczciwy Eddy miał rację. Żeby jeździć, trzeba jeździć. Nie nadążam ze składaniem prania ubrań na rower, brakuje mi zestawów i kasy na dodatkowe ubrania. Ale jeżdżę. Wprawdzie propagowanie naszego rejonu w czasie wyścigów kolarskich ściąga śmietankę kolarstwa damskiego i ciężko wywalczone nieliczne QOMy znikają mi z dnia na dzień, ale Strava pokazuje również moje własne postępy. W większości przypadków najlepsze czasy robiłam w 2015 roku, a w 2018, gdzie zaczęłam jeździć w marcu, na dodatek nie schudłam, poprawiam swoje czasy o kilka, kilkanaście sekund.
Usunęłam pewne ograniczenia, zadbałam o komfort i mam swoje prywatne rekordy. W końcu…

…żeby jeździć, trzeba jeździć i nie ma innej rady!

 

Baba na rowerze