Semirecenzja Xiaomi Huami Amazfit Pace

with Brak komentarzy

Od kilku lat chciałam mieć zegarek treningowy. Marzeniem był Suunto Ambit, ale jakoś ciągle szkoda było mi wyłożyć 1000 – 2000 zł za zegarek z gps. Los chciał, że trafiłam na dość dobre opinie na temat „smartwatcha” chińskiego giganta Xiaomi i po dwóch dniach uczenia się na pamięć wszystkich dostępnych recenzji tekstowych jak i wideo postanowiłam wydać całe 400 zł na Huami Amazfit Pace 1. Nie jest to recenzja, których możecie przeczytać co najmniej 5  w języku polskim. Skupiam się tu głównie na dwóch aspektach – pomiarze tętna i jego dokładności oraz śledzeniu aktywności.

Nie interesuje mnie pokazywanie powiadomień na tarczy zegarka, bo zwykle telefon mam przy sobie. Kupiłam ten model z myślą o bieganiu z możliwością słuchania muzyki (ta opcja przeważyła nad tańszym i nowszym modelem Huami Bip) bez konieczności zabierania telefonu i kupowaniu w tym celu opaski/nerki. Biegam prawie zawsze na tej samej pętli, blisko mieszkania, konieczność brania telefonu jest podważalna. Byłam świadoma zalet i wad tego zegarka, łatwiej mi było przełknąć gorycz straconych „tylko” 400 złotych (zdecydowałam się na używany), co na szczęście nie ma (póki co) miejsca. Mimo, iż głównym celem tego zegarka będzie rejestrowanie moich biegowych wybryków, wyjść w góry czy innych aktywności, na pierwsze użycie zdecydowałam się na rowerze w starciu ze starszym ale wciąż mocnym konkurentem.

Porównanie wskazań Xiaomi Pace vs Garmin Edge 800

Pierwszy test miał miejsce na rowerze, w porównaniu z Garminem, na którego wylewa się ostatnio fala krytyki, po tym, jak pojawił się na rynku jego godny konkurent Wahoo. Wracając jednak do Huami, GPS w Pace działał zadziwiająco dobrze, przejechany dystans i średnia prędkość identyczna jak w Garminie.smartwach od xiaomi vs garmin edge
Tętno – to „wariacje chińskie na temat działania serca”, tak to można w skrócie opisać. Kompletnie dziwne wskazania optycznego pomiaru tętna z nadgarstka w stosunku do pasa na klatkę piersiową, co nie było dla mnie nowością po przeczytaniu mnóstwa opinii na temat nowego sposobu pomiaru tętna, ale jednak zaskoczyło mnie, jak wielka jest różnica w liczbach. Nie byłabym sobą, gdybym podczas 2,5 godzinnej jazdy, z moją znajomością fizjologii nie zaczęła rozkminiać, czemu tak się dzieje. Po powrocie zaczęłam szukać wiedzy w fachowej literaturze i poniekąd utwierdziłam się w mojej teorii. Dałam sobie czas na właściwa ocenę do momentu aż nastanie test właściwy – czyli bieganie. Pierwszy raz w życiu biegłam z dwoma zegarkami i czułam się co najmniej dziwnie. W trakcie biegania nastąpiło miłe zaskoczenie – rozbieżność tętna znacznie mniejsza, wręcz minimalna, choć Chinolowi zdarzały się dziwne skoki. Moja teoria się sprawdziła!

Wysiłek dynamiczny a wysiłek statyczny – różnice

Wysiłkiem statycznym możemy nazwać np. ćwiczenia siłowe, gdzie tętno nie rośnie znacząco, choć niekiedy przerzucamy dużo żelastwa. Jednak praca układu mięśniowego i krążenia nieco się różni w stosunku do wysiłku dynamicznego, gdzie odżywienie komórek jest istotnym czynnikiem i krew mocniej jest pompowana na obwód.
Jeśli jedziemy sobie na rowerku, mamy przed sobą podjazd i zaczynamy się spinać, żeby przejechać go w jako – takim tempie, to oprócz tętna, mocno puchną nam nogi, bo to one głównie wykonują pracę. Ręce kurczowo zaciskają się na kierownicy – podobnie jak w trakcie wyciskania sztangi (czyli w wysiłku statycznym). Zanim w rękach tętno „wyrówna się” z tym w nogach, trochę czasu mija i tym samym możemy obserwować fałszywe wskazania na tarczy zegarka. I tak po jednym treningu na rowerze różnica między Xiaomi a Garminem to około 20 uderzeń średniego tętna – to sporo. Nie jestem jednak pewna, czy moja teoria jest prawdziwa w 100%, ponieważ Xiaomi jest moim jedynym sprzętem z tego rodzaju pomiarem tętna.

Wykres tętna na czerwono z Pace’a

 

Wykres tętna również na czerwono z Garmin Edge 800

Poza tym, śmieszy mnie, jak ludzie na forum narzekają na pewne niedogodności oraz mają wysokie oczekiwania od zegarka za 1/5 ceny Garmina czy Suunto w takiej samej dokładności w pomiarach. No sorry, tak to nie działa. Nie w takim rozstrzale cenowym.

Podsumowując tę część recenzji – do biegania – tak, do roweru – tylko zapisu trasy i liczenia dystansu, tętno tylko jako śmieszną ciekawostkę.

Baba na rowerze to śmierdzący leń

Jedną rzecz uświadomił mi ten zegarek dość dobitnie – jestem bardzo leniwą osobą. No dobra, może akurat ten fakt nie jest dla mnie nowością, bo jak opisuję siebie, to zawsze używam tego przymiotnika. Nie spodziewałam się jednak aż takiej skali mojej statyczności. A to dzięki licznikowi kroków, który z automatu ustawiony jest na 8000 kroków. Przecież to nic, co to jest osiem tysięcy kroków? Zdarza mi się zrobić 100 km na rowerze – pomyślałam. I przez pierwszy tydzień posiadania tego zegarka udało mi się tylko dwa razy osiągnąć ten pułap, z czego raz tylko dlatego, że poszłam biegać. Wiadomo, jazda na rowerze to też ruch i tu nie ma dyskusji, jednak gdy mamy iście jesienną pogodę w środku lata, to już nie jest tak łatwo o ruch na świeżym powietrzu. Taka mała rzecz uświadomiła mi, że wzrost mojej wagi zaczął się w momencie, gdy do pracy miałam 5 minut spacerkiem, niewiele się tam działo a i całe moje kolarstwo mocno kulało przez godziny otwarcia zakładu. Obecna praca już nie jest tak blisko, ale mam świetny dojazd – samochodem i waga ani drgnie w dół, za to w górę zdarzają się jej odchyły ;)
Chwilowy powrót do komunikacji miejskiej i śledzenie aktywności pozwolił mi spokojnie łamać granicę 8000 kroków i bardziej świadomie wdrażać zdrowe nawyki w życiu codziennym.

Czy polecam Xiaomi Huami Amazfit?

Tak, pod warunkiem, że potraktujecie to urządzenie z przymrużeniem oka i nie będziecie oczekiwać zegarmistrzowskiej precyzji, wszak pochodzi z niższej półki cenowej. Świetny gps pod względem dokładności i szybkiego łapania sygnału, dość dobry czas pracy na jednym ładowaniu (udało mi się wyciągnąć prawie 8 dni) oraz niezły pomiar tętna w czasie biegania zadowalają mnie jako konsumenta nie wymagającego dużo od taniego sprzętu. Założę się, że jeśli Suunto wykazywałby takie niedokładne pomiary, poziom mojej frustracji byłby wprost proporcjonalny do sumy, którą przeznaczyłabym na zegarek.

 

Baba na Rowerze