Samotność kolarza

background
326 Przeczytano

Niemal każdy kolarz, na rowerze spędza czas samotnie. Od czasu do czasu trafią się jakieś ustawki, nieliczni mają stałych partnerów „treningowych”, jednak znaczna część czasu w siodle jest spędzana w towarzystwie własnych myśli. Dla niektórych jest to ucieczka od codziennego zgiełku, gdzie wreszcie można pomyśleć na spokojnie o wielu rzeczach. Dla mnie – samotne jazdy były zawsze mordęgą. Pamiętam, gdy współpracowałam z trenerem, po kilku miesiącach zaczęłam mu się skarżyć na reżim treningowy i związaną z nim samotność, mając w głowie również świadomość, że forma rośnie od jazd z mocniejszymi. W sumie to był jeden z nielicznych powodów, dla którego opuściłam dom rodzinny – chciałam się wkręcić do światka kolarskiego, ówczesnego „elitarnego” klubu JMP racing team. Niestety, trener był nieugięty, bardzo rzadko pozwalał na jazdę w grupie, jak już pozwolił, to w tlenie, co już było nierealne, bo zwykle jeździłam w beztlenie :D Skończyło się to tym, że już w maju miałam już dość roweru, brak chęci i wiary w swoją formę. Marzyłam tylko o jeździe z kimś i tylko takie mnie uszczęśliwiały.

Po osobistych przejściach, jazda na rowerze pozwalała wysuszyć łzy, ale moje zmartwienia nie przechodziły mi to tak szybko, może dlatego, że temat przemijania w mojej głowie tkwi wyjątkowo mocno. Niestety, ja, jeżdżąc na rowerze nie potrafię nie myśleć, nawet jak już uda pieką. Przez moją głowę przelatuje miliard myśli w trakcie 2 – 3 godzinnej jazdy. Jest to dla mnie męczące przez wzgląd na to, że myślę za dużo i chciałabym po prostu przestać myśleć.

Lubię ciszę z burzą w środku
Magnetyczna kula namiętności
Szukam spokoju szukam wody
Woda żywiołem jest złowrogim


Lubię samotność lecz we dwoje 
Na wyciągnięcie ręki twojej 
Szukam spokoju szukam wody 
Woda żywiołem jest złowrogim 
Pokornie ale z ogniem w głowie 
Sama i z tobą sama przy tobie 

Maanam – Z ogniem w głowie

Złoszczę się na siebie za przeprowadzanie rozmów, które nigdy nie nastąpią, na rozpamiętywanie rzeczy, które zatrzymały się w przeszłości, na planowaniu sytuacji, które nigdy nie będą miały miejsca. Wtedy potrząsam głową przywracając się do porządku, żeby skupić się na pokonywaniu podjazdu czy też zachwyceniu się Tatrami po raz trzytysięczny czterdziesty drugi raz w ciągu ostatnich siedmiu lat. Teraz, po siedmiu latach spędzonych na własnym rachunku, po przejściach osobistych, bardziej z własnego wyboru jeżdżę sama, niczym samotny jeździec ze złowieszczego horroru. Nieświadoma słabego tempa, pokonuję sobie kolejne kilometry przeprowadzając sobie te głupie rozmowy, od czasu do czasu obserwując przyrodę, ale wracam do domu odmieniona. Dalej z ciężarem na duszy, jednak nieco mniejszym. Zawsze to o te kilka godzin mniej w pustym domu.

Przyłapałam się na tym, że z ulgą wracam z pracy do cichego domu, choć jestem w pracy osobą raczej towarzyską o zdecydowanych poglądach, to w rzeczywistości jestem filozofem – mrukiem, w dodatku na rowerze :P
Przeraża mnie wizja samotności do końca życia, są jednak dni, gdy jestem z tym pogodzona. Przeraża mnie, że czasami nie poznaję samej siebie. Przeraża mnie, gdy mówię o swoich obawach koleżankom, każda to zbywa machnięciem ręki i wraca do swoich spraw. One nie wierzą w moją smutną, prawdziwą część mnie.

Niechże to lato wreszcie przyjdzie.