In the end.

232 Przeczytano

Jako że końcem kwietnia mój ulubiony zespół wydał ostatni album, non-stop wałkuje ich płytę. Jest tam kilka kawałków, które idealnie pasują do mojego życia w tej chwili.


Czy to nie jest dziwne, że to czego chciałeś nie jest tym czego chciałeś?
Czy to nie dziwne, że to, o czym marzyłeś, nie jest tym co sobie wymarzyłeś? 

„In the End”, The Cranberries

Żeby dojść do takiej konkluzji, wiadomo, trzeba coś utracić, trzeba, żeby upłynęło trochę czasu i dumając w zacisznym miejscu patrzysz w przeszłość i widzisz, że nic nie jest takie, jakie miało być. Nie oznacza to też, że stało się źle, że teraz nic, tylko zostaje skoczyć z urwiska.
Za jakiś czas ocenisz, czy nabyte doświadczenia, wspomnienia i historia życia, którą przecież tworzysz każdego dnia jest tylko Twoja i najlepsza w pewien sposób dla Ciebie, nawet jeśli teraz nie jesteś zadowolony z obrotu spraw. Brzmi to bardzo pozytywnie, to ostatnie zdanie, choć mi wcale do śmiechu nie jest. Ale wiem, że sens obecnych przeżyć zobaczę za jakiś czas. Że to, co boli teraz, za (dłuższą) chwilę będzie już tylko obrazem zapisanym w głowie pozbawionym emocji i szczegółów. 

Szukam cały czas sensu dla mojej drogi życiowej. Otaczają mnie rozterki z każdej strony, ale powoli zwracam się ku temu, co sprawdzone. 

Życie może zabrać mi samochód, ubrania i wszelkie dobro, które posiadam, ale nie może zabrać mojej duszy. 

„In the end”, The Cranberries


I tego się trzymajmy.