Mactronic Scream – recenzja mocnych lampek na rower

325 Przeczytano

Mactronic to firma, która z nazwy nie brzmi polsko, jednak jest na wskroś rodzima. Firma ta produkuje oświetlenie akumulatorowe, a mnie przypadło przetestowanie dwóch modeli lampek rowerowych: Scream 3.1 i Scream 3.2. Wprawdzie po zimnej i mocno deszczowej wiośnie czuję niedosyt, bo prawdziwych nocnych eskapad jeszcze nie było, ale starałam się jak mogłam, żeby sprawdzić obie lampki w warunkach, które dzięki wczesnej porze roku często rozjaśniały mi drogę o zmroku.

Lampki Mactronic Scream są identycznie zapakowane, różnicę między nimi zdradza w zasadzie napis  oraz waga pudełka. Wyposażenie jest takie samo, czyli: kabelek microUSB, uchwyt z dwoma gąbkami do, przystosowania na różnej grubości kierownicach, instrukcja obsługi, no i lampka. Podoba mi się minimalne opakowanie w stosunku do maksymalnej zawartości. 

Na początek zrobię suche porównanie, czym właściwie różnią się między sobą lampki:

SCREAM 3.1SCREAM 3.2
czas pracy: 2h 50 min – 24h (w zależności od użytego trybu)
moc światła: 900 lm
trybów pracy: 6
zasięg światła: 160m
zasilanie: 3400mAh/18650Li-on
waga: 89 g
wymiary:  111 × 26 × 29 mm
czas ładowania: 4 h 30 min
czas pracy: 2h – 8h (w zależności od użytego trybu)
moc światła: 600 lm
trybów pracy: 5
zasięg światła: 140m
zasilanie: 1600 mAh/18500 Li-on
waga: 78 g
wymiary:  96 × 26 × 29 mm
czas ładowania: 3 h 30 min

Największą różnicę widać w długości świecenia, mocy, wymiarach i wadze. Czyli wszędzie :-) Teoretycznie można prosto określić, która lampka się do czego nadaje: słabsza, o mocy 600 lm (!) dla „szosonów”, mocniejsza, dysponująca 900 lm nadaje się dla początkujących nocnych górali. Ale to tylko sucha teoria, w praktyce wybór należy do kupującego i jego oczekiwań względem produktu. Lampki, lub też latarki mogą się pochwalić tym, że ich obudowy są zrobione z aluminium lotniczego a soczewki zostały wykonane z poliwęglanu. Tyle technikaliów jestem w stanie zrozumieć, reszta jest dla mnie zupełnie niezrozumiała. Liczy się dla mnie moc i długość świecenia lampki.
Trochę nie pasuje do zastosowanych materiałów plastikowy uchwyt na kierownicę, który delikatnie mówiąc nie wzbudza mojego zaufania, z początku mimowolnie w trakcie jazdy sprawdzałam czy lampka się nie wysunęła. Ale skoro producent dodaje taki uchwyt, to znaczy, że jest sprawdzony, a przynajmniej tak sobie wmawiałam na początku. O ile długość obydwu lampek jest różna, o tyle obwód pozostaje ten sam, więc na szczęście nie musiałam zmieniać uchwytu przy zmianie lampki. Niestety uchwyt ten ma taką a nie inną urodę i gryzł się na moim kokpicie z uchwytem na Garmina. Musiałam więc nieco pokombinować i skończyło się na tym, że zamontowałam uchwyt odwrotnie, co sprawiło, że lampka była nieco cofnięta a Garmin zabierał trochę światła rzucanego przez Mactronica z prawej strony. Ale muszę przyznać szczerze, że lampki ani razu nie wysunęły się samoistnie z uchwytu, nawet po przejechaniu po wyboistej drodze czy fragmencie szutru.

Z początku nie mogłam się przyzwyczaić do tego, że mam zamontowaną lampkę cofniętą względem kierownicy, więc w trakcie postojów na zdjęcia, gdy kierownica opierała mi się o biodro, przypadkiem zamiast kierownicy była to latarka i wysuwała się z uchwytu. Po przestawieniu się do zmiany problem zniknął. 
Obsługa lampek jest ograniczona do minimum, mamy więc jeden guzik służący do włączania (dłuższe przytrzymanie), następnie do przełączania między trybami (krótkie naciśnięcia – modulacja mocy, podwójne krótkie – przejście do migania). Po przeciwnej stronie znajduje się gniazdo microUSB zasłonięte gumową zaślepką. Oprócz głównej diody oświetlającej przestrzeń przed nami, mamy 3 małe zielone diody informujące nas o stanie naładowania baterii. Ich moc świecenia jest subtelna, nie przyciąga uwagi podczas jazdy nocą. 

Mactronic Scream 3.1 – starszy, silny brat

Najpierw postanowiłam sprawdzić Scream 3.1, czyli tę mocniejszą. Wychodziłam specjalnie później z domu na rower, żeby wrócić o takiej porze, o której zwykle dawno byłam już w domu :-) Nie powiem, żeby to były moje ulubione warunki jazdy, zwłaszcza, że było zimno i szybko zmierzchało, raczej po zmroku wracałam, niż szłam na rower. Tak czy siak, początkowo miałam mieszane uczucia odnośnie mocy Scream 3.1. Oczekiwałam nie wiedzieć czemu, że  Mactronic zmieni mi noc w dzień, przez co się nieco rozczarowałam, a porównywałam je do mojej starej lampki Knoga (250 lm). Skłamałabym pisząc, że słabo widziałam. Po prostu jazda po zmroku wymaga zmiany przyzwyczajeń, obniżenia nieco prędkości i wytężania wzroku nieustannie. Trzy diody znajdujące się na obudowie informują o stanie naładowania, co jest świetnym pomysłem, bo wiemy ile możemy jechać ze spokojną głową, ale biada temu, komu zaczną migać z daleka od domu ;-) nie jest to miłe uczucie, ale na szczęście lampka wytrzymała.

Prezentacja mocy poszczególnych trybów


Jeśli chodzi o snop światła, to dla mnie był on zbyt rozproszony, przez co cała ta moc wyrażona w liczbach 900 lumenów „uciekała” na boki. Osobiście wolałabym bardziej skupione światło o mniejszej średnicy ale silniejszej wiązce światła. Tryb migania najczęściej używam, gdy jadę w czasie zachodu słońca i zaraz po nim, aby być bardziej widoczną na drodze, więc trudno mi stwierdzić, jak mnie widać, ja tylko mogę potwierdzić, że znaki drogowe się mocno odbijają. No i czas pracy lampki w trybie migania jest długi, bardzo długi. W trybie ciągłym o najmocniejszej sile, producent deklaruje 2 godziny i 50 minut świecenia, co daje niezły wynik, ale czas ten ulega skróceniu, jeśli temperatura spada poniżej 10 stopni Celsjusza. Pierwsze 2 tygodnie testów wyjeżdżałam przy 12 st a wracałam w 6 st, i zawsze najpierw używałam trybu migającego, więc nie będę podawać szczegółowych danych odnośnie długości czasu świecenia. Moje obliczenia wskazują o 10-15% krótszy czas świecenia, z uwzględnieniem panującej temperatury w trakcie jazd rowerem.Tryby pośrednie, gdy już raz się użyje najmocniejszej, tak naprawdę mogłyby nie istnieć ;-). Ich istnienie bardziej doceni się w funkcji latarki ręcznej, bo na rowerze zawsze przydaje się największa moc.

Mactronic Scream 3.2 – młodszy brat, ale czy słabszy?

Druga z lampek, Scream 3.2 dysponuje mocą o 300 lumenów mniejszą niż 3.1. i bałam się, że po przymiarce do  900 lumenów ta będzie zwyczajnie za słaba. No cóż, myliłam się. Jej maksymalna moc jest wystarczająca na rower szosowy i miejski. Tylko czas świecenia jest trochę dołujący, bo gdyby osiągnąć 3-4 godziny świecenia na 600 lm to byłby mój wybór. 120 minut (a w rzeczywistości zawszę parę minut mniej) to jest jednak o 50 minut mniej, więc… mam teraz dylemat.
Tryby pośrednie w tej lampce tak naprawdę powinny zostać zredukowane tylko do jednego, wartości połowy pełnej mocy + migający. Najsłabszy tryb świecenia jest tak słaby, że miałam wrażenie, że lepiej sobie drogę doświetlę telefonem. Ale świetnie nadaje się do czytania książek po ciemku ;-) Średni tryb jest idealny do jazdy miejskiej, gdzie pozwoli uniknąć konfrontacji z dziurami na drodze, a pełna moc daje rady poza terenem zabudowanym. Podobnie jak w przypadku Scream 3.1 wiązka światła mogłaby być bardziej skupiona, przypuszczam, że kierowcy samochodów też byliby wdzięczni za takie rozwiązanie.

Prezentacja mocy lampki 600 lm


Obstawiam, że za to pozytywne zaskoczenie odnośnie mocy światła odpowiada inna dioda niż w Scream 3.1, ale tak jak pisałam wyżej, nie znam się na tym :-)

Który model lampki wybrać?

Ostatnie dwa tygodnie jeżdżę głównie z lampką 3.2, czyli tą słabszą. Choć przed rozpoczęciem testu dałabym się pokroić, że będę stawiać na 3.1. Mocniejszą lampkę docenią osoby, które często podróżują rowerem w nocy, dzięki możliwości ładowania z powerbanka w trakcie świecenia nie ma się co obawiać nagłej ciemności. Natomiast Scream 3.2 zdaje egzamin w pozostałych sytuacjach: gdy chcemy mieć dość mocną lampkę ale nie wielką gabarytowo, gdy zdarzy się czasem jeździć po ciemku, gdy czasami chodzimy na piesze wycieczki i potrzebna jest mocna latarka…

Początkowo nie byłam hurraoptymistycznie nastawiona do latarek, które mają udawać lampki rowerowe. Poczynając na ich kształcie i tego, ile zabierają miejsca na kierownicy, poprzez sam fakt, że Mactronic Scream chce być zarówno dobrą lampką rowerową jak i latarką. A jak wiemy, jeśli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Mimo dziwnego uchwytu (który mimo wszystko spełnia swoje zadanie) i mało skupionej wiązki światła, widzę w tym produkcie więcej zalet niż wad. Jakość wykonania, łatwość obsługi i fakt, że jest to produkt polskiej firmy zachęca do kupna tej lampki. W portfolio Mactronica są jeszcze inne produkty, każdy znajdzie coś dla siebie. Ja ze swojej strony polecam obydwa modele!

Klik w to zdjęcie przeniesie Was na stronę producenta

Przede mną jeszcze kilka testów lampek, jeśli zajdzie potrzeba, tekst zostanie zaktualizowany. Na IGTV możecie zobaczyć film z przedstawieniem widoczności po zmroku z użyciem Scream 3.1 i 3.2.

Dziękuję serdecznie firmie Mactronic za możliwość korzystania z obydwu lampek.

Baba na rowerze